Glos24.pl
Zapraszamy na Festiwal Twórczości Dziecięcej SKRZAT 2012, który odbedzie się 31 maja w Wieliczc...
W dniach 26 oraz 27 maja 2012 roku odbędą się Obchody Jubileuszu 140 - lecia Ochotniczej Straży ...
Przegląd odbędzie się 20 maja 2012 r. w niedzielę o godzinie 14.00 – na estradzie za „Sztyga...
21.05 (poniedziałek) godz. 10.00. Dzień z Biblioteką. Spotkanie organizowane przez MBP Filia w In...
Otwarta 21 kwietnia br. sala sportowa w Sułkowicach-Łęgu uzupełniła ostatni wakujący obiekt pr...
W dniu 24 maja (czwartek) o godz. 17.00 Wadowickie Centrum Kultury zaprasza wszystkich zainteresowan...
26.04.2012r. około godz. 16.00 w Majkowicach (gm. Nowe Brzesko) proszowiccy policjanci zatrzymali m...
Komenda Wojewódzka Policji wraz z Gazetą Krakowską organizują nowatorski w skali kraju konkurs, ...
W Szpitalu Powiatowym w Limanowej zakończyła się kontrola NIK. Po otrzymaniu wystąpienia pokontr...
Limanowska Miejska Biblioteka Publiczna realizuje darmowe kurso-warsztaty komputerowe dla osób star...

Przyczytaj również

Komentarze (0)

Trzeba chcieć żyć

Trzeba chcieć żyć
Zbiega po schodach, przepuszcza mnie w drzwiach, odbiera i wysyła sms-y, korzysta z komputera i Internetu… – aż trudno uwierzyć, że ten młody 21-letni człowiek, student zarządzania na Akademii Górniczo-Hutniczej, od szesnastu lat jest niewidomy. Jest tak samodzielny i pełen życia, czego niejedna osoba mogłaby mu pozazdrościć.
Marcin Ryszka, tegoroczny Mistrz Świata w pływaniu stylem klasycznym na 50, 100 i 200 metrów, mimo że początkowo bał się nurkować, to jednak nauczył się pływać – i to po mistrzowsku. Dziś trenuje profesjonalnie i jeździ na zawody. Na Mistrzostwach Świata osób niepełnosprawnych, które odbyły się w kwietniu w Turcji, zdobył sześć medali, w tym trzy złote. W lipcu wybiera się do Berlina na Mistrzostwa Europy, a za rok na Igrzyska Paraolimpijskie do Londynu.

Kiedy nauczyłeś się pływać?

– W wieku 10 lat. Od 1997 roku chodziłem do podstawówki w Ośrodku Szkolno-Wychowawczym dla Dzieci Niewidomych i Słabowidzących w Krakowie przy ul. Tynieckiej. Tam jest basen i pływać nauczyła mnie nauczycielka wychowania fizycznego - Beata Rosińska. Przez pierwsze trzy lata bałem się zanurzyć głowę, tłumaczyłem sobie, że to dlatego, że nie widzę, a jak się nurkuję, to uszy się jeszcze zatykają. Może to był strach przed utratą kolejnego zmysłu…? Nie wiem. Teraz już nie mam z tym problemu. Pamiętam, że gdy wszyscy z klasy już potrafili pływać, ja w końcu też się odważyłem. Byłem wtedy w czwartej klasie.
 
A co było najtrudniejsze do opanowania w samej technice?

– Dla mnie najtrudniej było nauczyć się profesjonalnego nawrotu koziołkowego, który wykonuje się przez przewrót do przodu. Poza tym dużo jest takich elementów, na które trzeba zwracać uwagę, np. żeby pływać prosto, a nie od liny do liny. To wszystko jednak można doszlifować.

Kto był Twoim pierwszym trenerem?


– Jan Jeziorowski. On też był nauczycielem na Tynieckiej. Zobaczył mnie na lekcjach u pani Rosińskiej i zaczął mnie brać do siebie na dodatkowe zajęcia. Później w gimnazjum miałem już z nim lekcje. To był mój pierwszy, można powiedzieć, profesjonalny trener.

Jaki był Twój pierwszy sukces, już jako zawodnika?


– To były nadzieje paraolimpijskie Ateny 2004. Zdobyłem kilka medali. Potem jak miałem 15 lat, dostałem się po raz pierwszy do Kadry Polski Juniorów i pojechałem pierwszy raz na zgrupowanie do Wałcza, gdzie znajduje się specjalny ośrodek przygotowań olimpijskich. To zgrupowanie naprawdę dużo mi dało. Wtedy zaczęły się pojawiać realne szanse do zrobienia minimum i wyjazdu na igrzyska do Pekinu w 2008. Wtedy też moim trenerem został Waldemar Madej, do którego jeździłem do Warszawy na treningi.

Wystartowałem w Pekinie i po powrocie chciałem dalej trenować. Wtedy dzięki mojemu przyjacielowi poznałem w Krakowie trenera Kazimierza Woźnickiego. Byłem wówczas w trzeciej klasie technikum. Po olimpiadzie, w listopadzie 2008 roku zacząłem już z nim trenować.

Gdzie trenujesz w Krakowie?


– Pod okiem trenera Woźnickiego, w Akademickim Związku Sportowym AGH powstała sekcja pływacka. Zacząłem więc dojeżdżać na ul. Piastowską na pływalnię i ćwiczyć. Oczywiście trenuję tam ze zdrowymi zawodnikami. Wiadomo, jest mi trudniej, oni o wiele szybciej ode mnie pływają, ale to mnie dodatkowo dopinguje. Zresztą to są bardzo fajni ludzie, co roku przychodzą też nowi i to z całej Polski. Wydaje mi się, że na AGH są najlepsze warunki dla takiego pływania akademickiego.

Często bierzesz udział w zawodach?

– Jak jest okres startów, to bardzo często. Oczywiście przez cały rok są jakieś zawody lokalne, właściwie to co 2-3 tygodnie gdzieś się jeździ. Ale taki większy start, do którego człowiek się dłużej przygotowuje, robi szczyt formy, jest zwykle raz na pół roku. Te inne zawody, można powiedzieć, „bierze się z marszu”.

Czy codzienne treningi i częste wyjazdy na zawody nie przeszkadzają Ci w studiach?

– Przyszedłem studiować na Akademii Górniczo-Hutniczej nie tylko dlatego, żeby tu trenować. Chcę się oczywiście też uczyć. Obecnie jestem na I roku Zarządzania, teraz uczę się do ostatniego egzaminu. Muszę powiedzieć, że ludzie mi tu bardzo pomagają, zwłaszcza po moich sukcesach kwietniowych, gdy wróciłem z Mistrzostw Świata w Turcji. Wielu wykładowców wychodzi do mnie z pomocną ręką, przyznano mi też indywidualny tok studiów.

A jak wygląda Twój zwykły tydzień? Dużo pływasz?

– Od poniedziałku do piątku po dwa razy dziennie mam treningi. Wstaję o 5:20, a o 5:45 muszę już być na basenie. Przez 15 minut się rozgrzewamy, a o 6:00 rozpoczynamy trening, który trwa do 8:00. Po nim aż do godziny 17:15 mam czas, żeby zjeść śniadanie, obiad, pójść na zajęcia i chwilę odpocząć. Od 17:15 do 17:45 mamy natomiast tzw. suchy trening na lądzie – to jest albo siłownia, albo ćwiczenia gibkości. Później, od 17:45 do 20:00 jest drugi trening w wodzie. Po nim jem kolację, włączam jakiś serial, trochę się uczę, a potem kładę się spać. W sobotę z kolei mam tylko jeden trening rano, a później albo jadę do domu, albo spotykam się z kolegami.

Czy musisz stosować też specjalną dietę?

– Raczej staram się odżywiać zdrowo, wiem, co mogę jeść, a czego nie powinienem. Ale to nie jest tak że nigdy nie zjadłem hamburgera czy pizzy, czasem to też jem, jednak potem czuje się tę dietę w wodzie. Jak zjem coś niezdrowego, to na treningu się też to odbije.

W przyszłym roku jedziesz na Letnie Igrzyska Paraolimpijskie do Londynu. Przygotowujesz się już do nich?

– Wszystkie nasze treningi z trenerem podporządkowane są olimpiadzie. Wiadomo, chciałoby się mieć na niej jak najwyższe miejsce, mierzy się jak najwyżej, jednak zdajemy sobie sprawę razem z trenerem, że dużo pracy nas jeszcze czeka. Teraz w Turcji zdobyłem sześć medali, ale te czasy, które tam miałem, nie dawałyby mi raczej medalu na igrzyskach. Cały czas trzeba więc trenować i szlifować technikę.

Ten przyszły rok - 2012, będzie chyba dla mnie takim najcięższym rokiem jak do tej pory. Będę miał wtedy dużo wyjazdów i czeka mnie długa rozłąka z rodziną i znajomymi. Ze studiami też może być ciężko, ale nie chcę brać urlopu dziekańskiego. Mam nadzieję, że chociaż część przedmiotów zaliczę w terminie.

W jakich konkurencjach wystartujesz na olimpiadzie?

– Na dzień dzisiejszy mam zrobione dwa minima na styl klasyczny i styl zmienny. Teraz na początku lipca jadę na Mistrzostwa Europy do Berlina i chcę tam powalczyć o kolejne minima. Może się uda. Mam jeszcze rok na wypełnienie pozostałych. Na pewno będę miał jednak w Londynie dwa starty: 100 metrów stylem klasycznym i 200 metrów stylem zmiennym. Może też uda mi się wystartować na 400 metrów kraulem, ale to wszystko się jeszcze okaże.

Chciałbyś jeszcze długo tak trenować?

– Wszystko będzie zależało od igrzysk w Londynie, chociaż nie wyobrażam sobie, żebym po nich mógł przestać pływać. Chciałbym na pewno do końca studiów trenować, a potem to już zależy, jak się życie ułoży. Wiadomo, wiele będzie zależało od zdrowia. Moim celem jest jednak ćwiczyć jak najdłużej, dopóki będzie mi to sprawiało przyjemność i nie będę się musiał do tego zmuszać.

A jak spędzasz wolny czas? Chyba aktywny wypoczynek już nie jest Ci potrzebny?

– Bardzo lubię spędzać ten swój wolny czas, nic nie robiąc. Po prostu włączyć telewizję, poczytać wiadomości w Internecie, czy też posłuchać jakiejś dobrej książki. Mimo wszystko jednak sport przeważa w moim życiu - często w weekendy chodzę na mecze. Poza tym w sobotę wieczorem lubię wyjść ze znajomymi do klubu. Wiadomo, człowiek jest jeszcze młody, a Kraków do tego jest takim miejscem, gdzie zawsze jest gdzie wyjść.

Co daje Ci motywację do walki, co jest bodźcem do działania?

– Chęć sukcesu. Trzeba mieć w życiu obrany cel i myśleć o nim, wstając rano z łóżka.

A jak do Twoich sukcesów podchodzą rodzice?

– Moi rodzice to moi najwięksi i najwierniejsi kibice. Tata to chyba zna na wyrywki wszystkie moje wyniki na każdym dystansie. Mama natomiast podchodzi do moich startów bardziej od tej matczynej strony, czasów, jakie miałem, może nie pamięta, ale zawsze, jak są jakieś niepowodzenia, to mnie wspiera. Jeśli jest ze mną na zawodach, to też bardzo emocjonalnie do nich podchodzi i mocno mi kibicuje.

Moi rodzice są jednak też bardzo wymagającymi ludźmi. Zawsze podkreślają, że nie tylko pływanie się liczy, nauka też jest ważna. Dzwonią do mnie po każdym egzaminie, pytają, jak mi poszło, co było, jakie miałem pytania.

W Twojej rodzinie ktoś jeszcze uprawia sport?

– Tak. Mam dwóch braci, trenują piłkę nożną. W ogóle to moi obaj dziadkowie, i od strony mamy i od strony taty grali w piłkę. Można więc powiedzieć, że nasza rodzina od dawna jest związana ze sportem. Ja natomiast, ponieważ w piłkę grać nie mogę, to znalazłem sobie zamiennik w postaci pływania.

A myślałeś początkowo też o innych rodzajach sportu?


– Tak. Kiedyś rozważałem lekkoatletykę - skoki w dal, bieganie, pchnięcie kulą itd., ale mnie to tak nie cieszyło. Dlatego wybrałem pływanie. W ogóle to w życiu robiłem wiele różnych rzeczy. Jak mieszkałem w internacie na ul. Tynieckiej, to chcieliśmy z chłopakami rozwinąć taką dyscyplinę jak piłka nożna dla niewidzących, która w tym momencie jest dyscypliną paraolimpijską. Udało nam się załatwić specjalne piłki i w weekendy kopaliśmy z kolegami. Czasem graliśmy też w kosza i w siatkę, oczywiście na takim poziomie, na jakim  pozwalały nam nasze ograniczenia zdrowotne.

Co powiedziałbyś osobom, które tak jak Twoi rodzice szesnaście lat temu, dowiadują się, że ich dziecko będzie niewidome? 

– Przede wszystkim, jeśli dziecko traci wzrok, to trzeba uświadomić rodzicom, żeby nie uszczęśliwiali go na siłę, żeby dali mu być po prostu dzieckiem. Wiadomo, niektórych rzeczy niewidomy maluch nie może robić, ale nie można go chronić przed każdym uderzeniem, chuchać w niego, otaczać go takim ochronnym kloszem. Dziecko musi mieć kontakt z innymi dziećmi w swoim wieku, musi się z nimi nie tylko grzecznie pobawić, ale też pokłócić, pobić, musi mieć swoich przyjaciół.

Od początku rodzice odgrywają tu znaczącą rolę. Ja osobiście jestem przerażony tym, co teraz dzieje się na Tynieckiej. Do ośrodka przychodzą dzieci, które nie potrafią same jeść z talerza widelcem, bo tak są wychowane przez rodziców. To jest taki dość brutalny przykład, ale rodzice, którzy chcą dla dziecka dobrze, to często właśnie taką nadopiekuńczością mu szkodzą.

Wiadomo, utrata wzroku przez dziecko, to są ciężkie chwile dla rodziców, każdy kto kocha dziecko, to chce dla niego jak najlepiej. Trzeba jednak pamiętać, by nie przekroczyć tej granicy, by nie być nadopiekuńczym, bo można tylko zaszkodzić. Ja moich rodziców podziwiam. Straciłem wzrok w wieku 5 lat, po tym jak zachorowałem na retinoblastomę (siatkówczaka), czyli wewnątrzgałkowy nowotwór złośliwy oka. Mama cały czas była wtedy ze mną szpitalu, a tata ciężko pracował, żeby zdobyć pieniądze na leczenie. Poza tym jestem im ogromnie wdzięczny, że tak, a nie inaczej mnie wychowali. Gdy skończyłem 7 lat i poszedłem do pierwszej klasy, mieszkałem w internacie i musiałem być samodzielny.

Dziś funkcjonuję normalnie. Studiuję, chodzę do klubów ze znajomymi i nie ma w tym nic dziwnego. Żyję normalnie. Nie wolno się załamywać, trzeba chcieć żyć.

Rozmawiała
Anna Piątkowska-Borek






Komentarze Komentarze

Artykuł nie był jeszcze komentowany.

Napisz komentarz Napisz komentarz

Imię lub pseudonim
Proszę podać swoje imię lub pseudonim.
E-mail
Komentarz
Proszę napisać treść komentarza.
captcha
Przepisz kod z obrazka