To nie pacjent dla nas, ale my dla pacjenta

Prof. dr hab. med. Jerzy Sadowski – Kierownik Kliniki Chirurgii Serca, Naczyń i Transplantologii Uniwersytetu Jagiellońskiego w Szpitalu im. Jana Pawła II w Krakowie.
Jakich zabiegów w Klinice lekarze wykonują najwięcej?
Wykonujemy 2500 operacji serca rocznie, najwięcej w Polsce. Operujemy wady zastawkowe, leczymy chorobę wieńcową. Najwięcej jest operacji wieńcowych, prawie 1200 rocznie. Współpracujemy z kardiologią interwencyjną. Gdy tętnica jest zwężona, kardiolodzy interwencyjni starają się ją najpierw poszerzyć.
Jeśli to nie przyniesie oczekiwanych rezultatów, pacjent trafia do nas. Jeśli serce jest zdrowe, kurczliwość lewej komory wynosi 80-90 %. Mała amplituda skurczu i rozkurczu (około 20 %) świadczy więc o niewydolności serca. Kiedyś nie operowaliśmy takich przypadków. Teraz możliwe jest wykonanie pacjentowi by-passów.
Na drugim miejscu są operacje zastawkowe serca, tych również wykonujemy najwięcej w Polsce.
W Klinice rozwijamy też chirurgię naczyń krwionośnych, operujemy zwężone tętnice kończyn dolnych, tętniaki aorty.
O jakim procencie ryzyka możemy mówić w przypadku wykonywanych w Klinice operacji?
Dziś to ryzyko jest bardzo małe, waha się tak w granicach 4-5 %. W przypadku operacji zastawek ryzyko to około 4 %, natomiast w przypadku choroby wieńcowej – około 2 %.
Należy tu jednak uwzględnić też inne dodatkowe czynniki, które mają wpływ na poziom ryzyka. Operujemy przecież także pacjentów w nagłym zawale serca. Wtedy ryzyko jest znacznie większe. Podobnie w przypadku operacji kilku zastawek. Gdy ktoś ma do naprawy zastawkę mitralną, aortalna i trójdzielną, to ryzyko jest duże.
Mamy pacjentów w różnym stanie, w różnym wieku, w różnym zaawansowaniu choroby. Liczymy wtedy skalę obciążenia, bierzemy pod uwagę, która to operacja, jakie inne choroby ma pacjent, ile ma lat, jaki jest stan jego wątroby i płuc. Na tej podstawie oceniamy ryzyko operacji. Chodzi nie tylko o wiek metrykalny, ale głównie o wiek biologiczny.
Jak długo pacjent musi czekać na zabieg?
Jeśli są to zabiegi nagłe, to operacja wykonywana jest natychmiast. Na przykład tętniak aorty operowany jest w ciągu 15 minut od przywiezienia do nas pacjenta. W takich sytuacjach stawiamy natychmiastową diagnozę. Jeśli istnieje podejrzenie rozwarstwienia ścianek aorty lub pęknięcia tętniaka, a pacjent w miarę szybko się u nas znalazł, zaczynamy operować.
Każdy pacjent z bólem w klatce piersiowej przywożony jest do nas. Szybko diagnozujemy jego stan, czy mają się nim zająć kardiolodzy interwencyjni, czy ma zostać poddany leczeniu farmakologicznemu, czy też kwalifikuje się na operację. Ta współpraca układa się wzorowo.
Jeżeli natomiast chodzi o operacje zaplanowane, pacjent czeka około 1-2 miesięcy. W tym czasie musi wykonać wszystkie potrzebne badania.
Czy zdarza się, że z uwagi na duże koszty leczenia daną metodą, staje Pan przed dylematem, czy ją zastosować, czy nie?
W przypadku bardzo drogich operacji musimy pertraktować z Narodowym Funduszem Zdrowia. Przykładem może być wszczepienie zastawki metodą mało inwazyjną. W przypadku starszego pacjenta, jeśli dojdzie do jej uszkodzenia, a pacjent nie nadaje się on do operacji klasycznej, można wszczepić zastawkę przez mniejszy otwór w klatce piersiowej lub wszczepić zastawkę cewnikiem.
Jest to jednak zabieg o wiele droższy. NFZ zgadzał się na pojedyncze takie operacje. Teraz jednak tą kwestią zajęło się Ministerstwo Zdrowia i z nim musimy pertraktować. Mamy już zaplanowane operacje, ale nadal nie doszło do porozumienia.
W jakich przypadkach konieczny jest przeszczep serca?
Najpierw szukamy zawsze metod alternatywnych, na przykład: plastyka zastawki, operacje wieńcowe, czy intensywne leczenie farmakologiczne. Te metody przeszczepu nie zastępują, ale za to poprawiają zły stan serca pacjenta. Nie w każdym przypadku można to jednak wykonać. Jeśli pacjent nadaje się do którejś z tych operacji, to operujemy. Jeśli się nie kwalifikuje, pozostaje przeszczep.
Przeszczepy to jednak pojedyncze przypadki. W latach 1997-1998 wykonywaliśmy 70 przeszczepów serca rocznie, średnio jeden lub dwa na tydzień. Był to najlepszy pod tym względem czas. Teraz, przez ostatnie lata na 2500 wszystkich operacji, tylko 10 rocznie to przeszczepy serca.
Pacjenci kwalifikowani do przeszczepu nie nadają się już do leczenia farmakologicznego, ani do zastosowania alternatywnych metod leczenia. Doszło już do zbyt dużego uszkodzenia serca.
Są pieniądze na przeszczepy, przygotowana jest cała organizacja, logistyka. To wszystko jest w pełnej gotowości.
Cały proces zaczyna się od dawcy. Jeśli znajdzie się dawca, otrzymujemy zgłoszenie. Następnie na liście osób oczekujących na przeszczep szukamy pacjentów, których grupa krwi zgadza się z grupą krwi dawcy. Zwykle na 50 osób oczekujących około 5 ma tę samą grupę krwi. Później sprawdzamy, która z tych pięciu osób kwalifikuje się pod względem wagi. Nie można przecież przeszczepić serca na przykład młodej szczupłej dziewczyny wysokiemu tęgiemu mężczyźnie. Tolerancja między wagą dawcy, a wagą biorcy to 10 kg. Poza wagą, także i wielkość serca musi być dopasowana. Może być ono trochę większe, ale nie może być za małe.
Jak długo po przeszczepie pacjent dochodzi do siebie?
Różnie, w zależności od tego czy jest to uszkodzenie wielonarządowe, czy nie. Jeśli nie jest, to okres rekonwalescencji jest krótki. Z kolei jeśli pacjent, z powodu braku dawcy, zbyt długo czeka na nowe serce, to pozostałe narządy coraz bardziej cierpią z powodu niedokrwienia. Może dojść do uszkodzenia wątroby, do niewydolności nerek, czy też obrzęku wokół nóg. Są to skutki niewydolności lewej komory serca. Jeśli pacjent nie czeka długo na przeszczep, jego stan na pewno jest lepszy.
Jak wygląda dzień w Klinice Kardiochirurgii?
Zaczynamy pracę o 7:00 rano obchodem, wizytą na Oddziale Intensywnej Opieki Medycznej. Oglądamy pacjentów z dnia poprzedniego. Sprawdzamy, czy już samodzielnie oddychają, czy może jeszcze oddycha za nich respirator. Później każdy z lekarzy idzie do swoich pacjentów.
Następnie spotykamy się w sali wykładowej. Zbiera się około 80 osób – kardiochirurdzy, kardiolodzy, rehabilitanci, psychologowie, siostry oddziałowe, laboranci. W tym gronie omawiamy, co działo się podczas dyżuru. Jeśli pojawił się też trudny przypadek z zewnątrz – omawiamy go przed przyjęciem
Przed 8:00 chirurdzy idą na salę operacyjną. Pacjenci są już przygotowywani od 7:00. Dziennie wykonujemy 12 operacji. Operujemy cały dzień.
Na noc zostają lekarze dyżurni. Kardiolodzy i chirurdzy są natomiast pod telefonem, w razie nagłych przypadków.
Mamy też tzw. zespół zabezpieczający, w którego skład wchodzi 2-3 chirurgów. Są oni cały czas pod telefonem, by w razie czego przyjechać do nagłych przypadków. Zwykle zdarza się od jednego do trzech takich przypadków dziennie. W przypadku urazów wielonarządowych czasem jeżdżą też operować do innych szpitali.
Na razie nie ma niestety takiego oddziału w Krakowie, gdzie można byłoby jednocześnie leczyć kilka urazów. Takie centrum ratownicze skupiające specjalistów z różnych dziedzin planujemy wspólnie z Urzędem Marszałkowskim stworzyć w Szpitalu im. Jana Pawła II. A ponieważ nie mamy specjalistów z każdej dziedziny, na razie pertraktujemy, kogo do tych planów włączyć. Ostateczną decyzję podejmie jednak Urząd Marszałkowski.
Ile godzin trwa dzień pracy kardiochirurga?
Żyjemy z kalendarzem i zegarkiem w ręku. Każdy dzień jest zaplanowany. Jest to kwestia organizacji. Są dni trudne, gdy operujemy cały dzień. Kiedy indziej dochodzą inne obowiązki.
Ile pracuję? Ile trzeba. To nie jest tak, że chirurg po operacji wychodzi i nic już go nie obchodzi. Z pacjentem może się przecież coś dziać. Cały czas chirurg musi więc być pod telefonem, nawet w nocy.
Telefon komórkowy bardzo nam ułatwił życie. Niektórzy mówią, że to smycz. Wolę jednak, żeby ktoś do mnie w nocy zadzwonił i skonsultował nagłe pogorszenie stanu pacjenta, niż żeby się rano okazało, że są powikłania. Ta łączność jest konieczna. Ktoś musi czuwać nad tym, żeby praca była płynna. Jeśli mnie nie ma, jest mój zastępca. Klinika musi przecież działać, nawet jeśli szefa nie ma.
Pacjent nie wybiera sobie, kiedy chorować. Tak się jednak zdarza, że bardzo dużo nagłych przypadków mamy podczas świąt. Jest to, można powiedzieć, dość nasilony okres zdarzeń losowych. Służba zdrowia musi być jednak tak zorganizowana, żeby w każdej chwili móc pomóc. Trzeba być przygotowanym na wszelkie losowe zdarzenia.
To nie pacjent jest dla nas, ale my dla pacjenta. To, że pacjent wybiera dany szpital, oznacza, że ten szpital jest potrzebny.
Jak Pan odpoczywa po całym dniu? Jak odreagowuje stres?
Na nartach przestałem jeździć, ponieważ boję się, że się połamię. A nie mogę się połamać. Mam łódkę w Czorsztynie i w tamtym roku udało mi się na niej pięć razy popływać.
Wieczorem chodzę do teatru, do kina, na koncerty, do pubów. Ale cały czas jestem pod telefonem.
Rozmawiała:
Anna Maria Piątkowska
Wykonujemy 2500 operacji serca rocznie, najwięcej w Polsce. Operujemy wady zastawkowe, leczymy chorobę wieńcową. Najwięcej jest operacji wieńcowych, prawie 1200 rocznie. Współpracujemy z kardiologią interwencyjną. Gdy tętnica jest zwężona, kardiolodzy interwencyjni starają się ją najpierw poszerzyć.
Jeśli to nie przyniesie oczekiwanych rezultatów, pacjent trafia do nas. Jeśli serce jest zdrowe, kurczliwość lewej komory wynosi 80-90 %. Mała amplituda skurczu i rozkurczu (około 20 %) świadczy więc o niewydolności serca. Kiedyś nie operowaliśmy takich przypadków. Teraz możliwe jest wykonanie pacjentowi by-passów.
Na drugim miejscu są operacje zastawkowe serca, tych również wykonujemy najwięcej w Polsce.
W Klinice rozwijamy też chirurgię naczyń krwionośnych, operujemy zwężone tętnice kończyn dolnych, tętniaki aorty.
O jakim procencie ryzyka możemy mówić w przypadku wykonywanych w Klinice operacji?
Dziś to ryzyko jest bardzo małe, waha się tak w granicach 4-5 %. W przypadku operacji zastawek ryzyko to około 4 %, natomiast w przypadku choroby wieńcowej – około 2 %.
Należy tu jednak uwzględnić też inne dodatkowe czynniki, które mają wpływ na poziom ryzyka. Operujemy przecież także pacjentów w nagłym zawale serca. Wtedy ryzyko jest znacznie większe. Podobnie w przypadku operacji kilku zastawek. Gdy ktoś ma do naprawy zastawkę mitralną, aortalna i trójdzielną, to ryzyko jest duże.
Mamy pacjentów w różnym stanie, w różnym wieku, w różnym zaawansowaniu choroby. Liczymy wtedy skalę obciążenia, bierzemy pod uwagę, która to operacja, jakie inne choroby ma pacjent, ile ma lat, jaki jest stan jego wątroby i płuc. Na tej podstawie oceniamy ryzyko operacji. Chodzi nie tylko o wiek metrykalny, ale głównie o wiek biologiczny.
Jak długo pacjent musi czekać na zabieg?
Jeśli są to zabiegi nagłe, to operacja wykonywana jest natychmiast. Na przykład tętniak aorty operowany jest w ciągu 15 minut od przywiezienia do nas pacjenta. W takich sytuacjach stawiamy natychmiastową diagnozę. Jeśli istnieje podejrzenie rozwarstwienia ścianek aorty lub pęknięcia tętniaka, a pacjent w miarę szybko się u nas znalazł, zaczynamy operować.
Każdy pacjent z bólem w klatce piersiowej przywożony jest do nas. Szybko diagnozujemy jego stan, czy mają się nim zająć kardiolodzy interwencyjni, czy ma zostać poddany leczeniu farmakologicznemu, czy też kwalifikuje się na operację. Ta współpraca układa się wzorowo.
Jeżeli natomiast chodzi o operacje zaplanowane, pacjent czeka około 1-2 miesięcy. W tym czasie musi wykonać wszystkie potrzebne badania.
Czy zdarza się, że z uwagi na duże koszty leczenia daną metodą, staje Pan przed dylematem, czy ją zastosować, czy nie?
W przypadku bardzo drogich operacji musimy pertraktować z Narodowym Funduszem Zdrowia. Przykładem może być wszczepienie zastawki metodą mało inwazyjną. W przypadku starszego pacjenta, jeśli dojdzie do jej uszkodzenia, a pacjent nie nadaje się on do operacji klasycznej, można wszczepić zastawkę przez mniejszy otwór w klatce piersiowej lub wszczepić zastawkę cewnikiem.
Jest to jednak zabieg o wiele droższy. NFZ zgadzał się na pojedyncze takie operacje. Teraz jednak tą kwestią zajęło się Ministerstwo Zdrowia i z nim musimy pertraktować. Mamy już zaplanowane operacje, ale nadal nie doszło do porozumienia.
W jakich przypadkach konieczny jest przeszczep serca?
Najpierw szukamy zawsze metod alternatywnych, na przykład: plastyka zastawki, operacje wieńcowe, czy intensywne leczenie farmakologiczne. Te metody przeszczepu nie zastępują, ale za to poprawiają zły stan serca pacjenta. Nie w każdym przypadku można to jednak wykonać. Jeśli pacjent nadaje się do którejś z tych operacji, to operujemy. Jeśli się nie kwalifikuje, pozostaje przeszczep.
Przeszczepy to jednak pojedyncze przypadki. W latach 1997-1998 wykonywaliśmy 70 przeszczepów serca rocznie, średnio jeden lub dwa na tydzień. Był to najlepszy pod tym względem czas. Teraz, przez ostatnie lata na 2500 wszystkich operacji, tylko 10 rocznie to przeszczepy serca.
Pacjenci kwalifikowani do przeszczepu nie nadają się już do leczenia farmakologicznego, ani do zastosowania alternatywnych metod leczenia. Doszło już do zbyt dużego uszkodzenia serca.
Są pieniądze na przeszczepy, przygotowana jest cała organizacja, logistyka. To wszystko jest w pełnej gotowości.
Cały proces zaczyna się od dawcy. Jeśli znajdzie się dawca, otrzymujemy zgłoszenie. Następnie na liście osób oczekujących na przeszczep szukamy pacjentów, których grupa krwi zgadza się z grupą krwi dawcy. Zwykle na 50 osób oczekujących około 5 ma tę samą grupę krwi. Później sprawdzamy, która z tych pięciu osób kwalifikuje się pod względem wagi. Nie można przecież przeszczepić serca na przykład młodej szczupłej dziewczyny wysokiemu tęgiemu mężczyźnie. Tolerancja między wagą dawcy, a wagą biorcy to 10 kg. Poza wagą, także i wielkość serca musi być dopasowana. Może być ono trochę większe, ale nie może być za małe.
Jak długo po przeszczepie pacjent dochodzi do siebie?
Różnie, w zależności od tego czy jest to uszkodzenie wielonarządowe, czy nie. Jeśli nie jest, to okres rekonwalescencji jest krótki. Z kolei jeśli pacjent, z powodu braku dawcy, zbyt długo czeka na nowe serce, to pozostałe narządy coraz bardziej cierpią z powodu niedokrwienia. Może dojść do uszkodzenia wątroby, do niewydolności nerek, czy też obrzęku wokół nóg. Są to skutki niewydolności lewej komory serca. Jeśli pacjent nie czeka długo na przeszczep, jego stan na pewno jest lepszy.
Jak wygląda dzień w Klinice Kardiochirurgii?
Zaczynamy pracę o 7:00 rano obchodem, wizytą na Oddziale Intensywnej Opieki Medycznej. Oglądamy pacjentów z dnia poprzedniego. Sprawdzamy, czy już samodzielnie oddychają, czy może jeszcze oddycha za nich respirator. Później każdy z lekarzy idzie do swoich pacjentów.
Następnie spotykamy się w sali wykładowej. Zbiera się około 80 osób – kardiochirurdzy, kardiolodzy, rehabilitanci, psychologowie, siostry oddziałowe, laboranci. W tym gronie omawiamy, co działo się podczas dyżuru. Jeśli pojawił się też trudny przypadek z zewnątrz – omawiamy go przed przyjęciem
Przed 8:00 chirurdzy idą na salę operacyjną. Pacjenci są już przygotowywani od 7:00. Dziennie wykonujemy 12 operacji. Operujemy cały dzień.
Na noc zostają lekarze dyżurni. Kardiolodzy i chirurdzy są natomiast pod telefonem, w razie nagłych przypadków.
Mamy też tzw. zespół zabezpieczający, w którego skład wchodzi 2-3 chirurgów. Są oni cały czas pod telefonem, by w razie czego przyjechać do nagłych przypadków. Zwykle zdarza się od jednego do trzech takich przypadków dziennie. W przypadku urazów wielonarządowych czasem jeżdżą też operować do innych szpitali.
Na razie nie ma niestety takiego oddziału w Krakowie, gdzie można byłoby jednocześnie leczyć kilka urazów. Takie centrum ratownicze skupiające specjalistów z różnych dziedzin planujemy wspólnie z Urzędem Marszałkowskim stworzyć w Szpitalu im. Jana Pawła II. A ponieważ nie mamy specjalistów z każdej dziedziny, na razie pertraktujemy, kogo do tych planów włączyć. Ostateczną decyzję podejmie jednak Urząd Marszałkowski.
Ile godzin trwa dzień pracy kardiochirurga?
Żyjemy z kalendarzem i zegarkiem w ręku. Każdy dzień jest zaplanowany. Jest to kwestia organizacji. Są dni trudne, gdy operujemy cały dzień. Kiedy indziej dochodzą inne obowiązki.
Ile pracuję? Ile trzeba. To nie jest tak, że chirurg po operacji wychodzi i nic już go nie obchodzi. Z pacjentem może się przecież coś dziać. Cały czas chirurg musi więc być pod telefonem, nawet w nocy.
Telefon komórkowy bardzo nam ułatwił życie. Niektórzy mówią, że to smycz. Wolę jednak, żeby ktoś do mnie w nocy zadzwonił i skonsultował nagłe pogorszenie stanu pacjenta, niż żeby się rano okazało, że są powikłania. Ta łączność jest konieczna. Ktoś musi czuwać nad tym, żeby praca była płynna. Jeśli mnie nie ma, jest mój zastępca. Klinika musi przecież działać, nawet jeśli szefa nie ma.
Pacjent nie wybiera sobie, kiedy chorować. Tak się jednak zdarza, że bardzo dużo nagłych przypadków mamy podczas świąt. Jest to, można powiedzieć, dość nasilony okres zdarzeń losowych. Służba zdrowia musi być jednak tak zorganizowana, żeby w każdej chwili móc pomóc. Trzeba być przygotowanym na wszelkie losowe zdarzenia.
To nie pacjent jest dla nas, ale my dla pacjenta. To, że pacjent wybiera dany szpital, oznacza, że ten szpital jest potrzebny.
Jak Pan odpoczywa po całym dniu? Jak odreagowuje stres?
Na nartach przestałem jeździć, ponieważ boję się, że się połamię. A nie mogę się połamać. Mam łódkę w Czorsztynie i w tamtym roku udało mi się na niej pięć razy popływać.
Wieczorem chodzę do teatru, do kina, na koncerty, do pubów. Ale cały czas jestem pod telefonem.
Rozmawiała:
Anna Maria Piątkowska



(0)

Napisz komentarz