Schudnij pod okiem specjalisty

Pani Madzia (27 lat) na początku stycznia 2010 roku, przed rozpoczęciem kuracji w Naturhouse przy ul. Wielopole w Krakowie, ważyła 87 kg. W ciągu pięciu miesięcy schudła 29 kg. Dziś czuje się rewelacyjnie, a jej mąż jest wręcz zachwycony taką zmianą.
Z jakich powodów zdecydowała się Pani na rozpoczęcie kuracji odchudzającej?
– Cztery lata temu zaszłam w ciążę, urodziłam dwoje dzieci. W ciąży dużo przytyłam i ta nadwaga mi została. Nie mieściłam się już w ubrania, w których chodziłam przed ślubem. Zaczęłam mieć problemy z kupieniem nowych, ponieważ nie mogłam znaleźć niczego fajnego, co by mi się podobało, w moim rozmiarze. Najgorzej było z zakupami przed większym wyjściem. Gdy na przykład wybieraliśmy się z mężem na wesele, nie mogłam dostać żadnej ładnej sukienki. Czułam się naprawdę niekomfortowo z powodu swojego wyglądu. Jak widziałam szczupłe osoby na ulicach, to im tylko zazdrościłam, też chciałam tak szczupło wyglądać. Oczywiście szybciej się też męczyłam, a nawet miałam skoki ciśnienia.
W końcu podczas ubiegłorocznego Sylwestra zrobiłam postanowienie noworoczne, że schudnę.
Dlaczego wybrała Pani akurat Naturhouse przy ul. Wielopole w Krakowie?
– Siedziałam w Sylwestra u fryzjera i przeglądałam gazety. W pewnym momencie znalazłam reklamę punktu Naturhouse przy ul. Wielopole. Było napisane, że wizyta jest bezpłatna i że odchudzanie odbywa się pod okiem dietetyka, więc zaraz po Nowym Roku wybrałam się tam. Dokładnie 8 stycznia 2010 rozpoczęłam kurację.
Nie chciałam odchudzać się „na własną rękę”, żeby nie wyrządzić szkód w organizmie. Wiedziałam, że kuracja pod okiem specjalisty będzie na pewno bardziej skuteczna, ale przede wszystkim też bezpieczna.
Jaki wyznaczyła Pani sobie cel w chwili, gdy rozpoczęła Pani odchudzanie?
– Gdy przyszłam pierwszy raz, pani Karolina spytała, ile bym chciała ważyć. Powiedziałam jej, że 70 kg. Ważyłam wtedy 87 kg.
Później, jak już osiągnęłam te upragnione 70 kg, to chciałam ważyć około 60 kg. I tak powoli waga spadała. Dziś mam 58.5 kg i czuję się doskonale i jest to moja zdrowa waga, którą obliczyła dla mnie na pierwszej wizycie Pani Karolina. Nigdy wcześniej tyle nie ważyłam, przed ślubem miałam 64 kg i nawet nie myślałam, że tyle mogę schudnąć.
Dziś na pewno wie Pani, jakie błędy żywieniowe popełniała Pani najczęściej przed rozpoczęciem kuracji. Co to było?
– Na pewno jadłam za dużo smażonych dań, właściwie to codziennie na stole było coś smażonego. Do tego dochodziły też słodycze, za którymi przepadałam i nie potrafiłam bez nich wytrzymać…
Trudno było zastosować się do zaleceń dietetyka?
– Początkowo było trochę ciężko, zwłaszcza jak upiekłam rodzinie ciasto, którego sama nie mogłam zjeść. Nieraz aż mnie skręcało, żeby spróbować, ale się nie poddałam. Trzeba mieć silną wolę. Poza tym rodzina jadła co innego. Osobno gotowałam dla nich, a osobno dla siebie. Potem brałam talerz do pokoju i tam jadłam sama, żeby nie patrzeć na ich posiłek. Ale tak było tylko na początku kuracji, w pierwszym tygodniu.
Po siedmiu dniach poczułam się już dużo lżejsza. Wtedy miałam większą motywację, by trzymać dietę. Między kolejnymi wizytami chudłam po 3 kg. Widoczne efekty mobilizowały mnie do dalszej pracy. Jak widziałam, że chudnę, to mnie to motywowało, chciałam osiągnąć wyznaczony cel. Szkoda było mi przerwać kurację i zaprzepaścić to, co już mi się udało osiągnąć.
A gdy przychodziły momenty na podjadanie, to jak sobie Pani z tym radziła?
– Owszem, miałam nieraz momenty, że chciałam zjeść coś słodkiego. Wtedy kupowałam dietetyczny batonik i to mi zupełnie wystarczało. Czasami pomagało także popijanie wody lub soku pomidorowego.
Co zmieniła Pani w swojej diecie?
– Zawsze patrzę, jaką dany produkt ma zawartość tłuszczu. Masło zamieniłam na lekki serek, a olej na oliwę z oliwek. Wybieram raczej wędliny i mięso drobiowe, kupuję mleko, które ma 1.5 % tłuszczu, szukam też sera żółtego z niską zawartością tłuszczu. Cukru w ogóle nie używam, w Naturhouse przy ul. Wielopole kupuję słodzik w płynie, który naprawdę wystarcza na bardzo długo.
Za każdym razem dostawałam od Pani Karoliny kartkę z nowym przepisem do wypróbowania, a na Wielkanoc aż cztery kartki z przepisami. Naprawdę, te dania są bardzo smaczne. Lubię filety z kurczaka smażone na oliwie z oliwek, albo duszoną z pieczarkami i sosem pomidorowym wołowinę.
Przestawiłam się też zupełnie na pieczywo razowe. Tylko takie teraz kupuję i jem po dwie kromki na śniadanie. To mi w zupełności wystarcza.
Stosowanie diety wiąże się z pilnowaniem regularności posiłków. Czy nie miała Pani z tym problemu?
– Nie. Regularnie jem pięć posiłków dziennie, o takich godzinach jakie ustaliła mi Pani Karolina. Pracuję na zmiany, dlatego gdy idę do pracy na rano, zabieram ze sobą drugie śniadanie, a obiad jem po przyjściu do domu, natomiast jak mam drugą zmianę, to jem obiad przed wyjściem, a do pracy biorę podwieczorek i kolację. Wtedy zazwyczaj jest to sok pomidorowy, czasem tuńczyk z puszki. Można więc bez problemu rozplanować posiłki, nawet jak się pracuje w trybie zmianowym.
Jak często odbywały się konsultacje z dietetyczką Naturhouse?
– Na wizyty przychodziłam co dwa tygodnie. Pani Karolina tak starała się rozplanować moje wizyty, by nie kolidowały z moją pracą.
Jak na Pani nowy wygląd zareagowała rodzina?
– Teraz każdy zachwyca się moją figurą. Mój nowy wygląd podoba się zwłaszcza mojemu mężowi.
Chociaż muszę powiedzieć, że na początku, jak schudłam około 20 kg, to rodzina się zaniepokoiła i wysłała mnie na badania. Za ich namową poszłam więc się przebadać, ale wyniki tylko potwierdziły, jak w rewelacyjnej jestem formie.
Co innego, jakbym nic nie jadła, jakbym wprowadziła jakąś głodówkę. Tymczasem diety Naturhouse mają to do siebie, że je się naprawdę dużo, nie jest się głodnym, a organizmowi dostarcza się wszystkich potrzebnych witamin i składników odżywczych. Trzeba tylko dobrać odpowiednie produkty, wiedzieć, co jest zdrowe, a co nie.
Co teraz zamierza Pani robić? Czy nadal będzie Pani stosowała zalecenia dietetyczki?
– Oczywiście. Nie chcę przecież zmarnować tego, co osiągnęłam. Myślę, że Pani Karolina doskonale mnie wyszkoliła i na pewno sobie poradzę z utrzymaniem diety.
Teraz zaczęłam jeszcze ćwiczyć. Dzień w dzień po przyjściu z pracy do domu ćwiczę po pół godziny. Wcześniej naprawdę nie chciało mi się tego robić. Zawsze powtarzałam sobie, że jak zacznę ćwiczyć to schudnę, ale nigdy nie miałam na to ochoty. Ćwiczyłam może jeden dzień, ale na drugi już rezygnowałam. Teraz mam motywację, chcę utrzymać figurę.
Co poleciłaby Pani tym osobom, które chcą schudnąć?
– Żeby zgłosili się do Naturhouse przy ul. Wielopole w Krakowie i tu poradzili się dietetyka, który na pewno im pomoże w osiągnięciu upragnionej wagi.
Zdaniem eksperta
Karolina Żmuda, dietetyk Naturhouse
Pani Madzia przyszła do nas na początku roku z takim nastawieniem, że zbliżają się wakacje i trzeba schudnąć. Wzięłyśmy się więc ostro do pracy. Po pierwsze trzeba było zmienić nawyki żywieniowe i wyregulować sposób odżywiania. Pani Madzia lubiła jeść słodycze, dania tłuste, mączne, zatem trzeba było dość restrykcyjnie zmodyfikować jej dietę, ale też uwzględniać takie rzeczy, które ona lubi jeść. Zawsze pytałam ją, na co ma ochotę, czy są jakieś zachcianki i tak planowałam dietę, żeby spełnić jej oczekiwania oraz jednocześnie tak dobierałam suplementy, żeby dochodziło do spadku wagi.
Kuracja postępowała bez większych problemów. Waga spadała stopniowo, krok po kroku, bardzo regularnie, w podobnych ilościach – najpierw po 3 kg, potem po 2 kg. Efekty było więc już widać po pierwszym miesiącu. Spadła nie tylko waga, ale i objętości, ubyło dużo centymetrów z obwodu ciała, co było widoczne zwłaszcza po ubraniach. Pani Madzia przychodziła w spodniach, które z wizyty na wizytę były coraz to luźniejsze, aż w końcu okazały się dużo za duże.
Pani Madzia jest już miesiąc po zakończeniu diety, przeszła okres stabilizacji i waga pozostaje bez zmian. Nie wróciła do starych nawyków żywieniowych, w dodatku zaczęła też ćwiczyć, bardziej dba o skórę i częściej ją nawilża. Jeśli czasem zdarzy się jej zjeść coś słodkiego lub wysokokalorycznego, to wie, że na drugi dzień będzie musiała być bardziej restrykcyjna w diecie, albo po prostu dłużej poćwiczyć. Myślę, że Pani Madzia bez problemu utrzyma wagę, na której bardzo jej zależało i którą udało jej się osiągnąć.
– Cztery lata temu zaszłam w ciążę, urodziłam dwoje dzieci. W ciąży dużo przytyłam i ta nadwaga mi została. Nie mieściłam się już w ubrania, w których chodziłam przed ślubem. Zaczęłam mieć problemy z kupieniem nowych, ponieważ nie mogłam znaleźć niczego fajnego, co by mi się podobało, w moim rozmiarze. Najgorzej było z zakupami przed większym wyjściem. Gdy na przykład wybieraliśmy się z mężem na wesele, nie mogłam dostać żadnej ładnej sukienki. Czułam się naprawdę niekomfortowo z powodu swojego wyglądu. Jak widziałam szczupłe osoby na ulicach, to im tylko zazdrościłam, też chciałam tak szczupło wyglądać. Oczywiście szybciej się też męczyłam, a nawet miałam skoki ciśnienia.
W końcu podczas ubiegłorocznego Sylwestra zrobiłam postanowienie noworoczne, że schudnę.
– Siedziałam w Sylwestra u fryzjera i przeglądałam gazety. W pewnym momencie znalazłam reklamę punktu Naturhouse przy ul. Wielopole. Było napisane, że wizyta jest bezpłatna i że odchudzanie odbywa się pod okiem dietetyka, więc zaraz po Nowym Roku wybrałam się tam. Dokładnie 8 stycznia 2010 rozpoczęłam kurację.
Nie chciałam odchudzać się „na własną rękę”, żeby nie wyrządzić szkód w organizmie. Wiedziałam, że kuracja pod okiem specjalisty będzie na pewno bardziej skuteczna, ale przede wszystkim też bezpieczna.
Jaki wyznaczyła Pani sobie cel w chwili, gdy rozpoczęła Pani odchudzanie?
– Gdy przyszłam pierwszy raz, pani Karolina spytała, ile bym chciała ważyć. Powiedziałam jej, że 70 kg. Ważyłam wtedy 87 kg.
Później, jak już osiągnęłam te upragnione 70 kg, to chciałam ważyć około 60 kg. I tak powoli waga spadała. Dziś mam 58.5 kg i czuję się doskonale i jest to moja zdrowa waga, którą obliczyła dla mnie na pierwszej wizycie Pani Karolina. Nigdy wcześniej tyle nie ważyłam, przed ślubem miałam 64 kg i nawet nie myślałam, że tyle mogę schudnąć.
Dziś na pewno wie Pani, jakie błędy żywieniowe popełniała Pani najczęściej przed rozpoczęciem kuracji. Co to było?
– Na pewno jadłam za dużo smażonych dań, właściwie to codziennie na stole było coś smażonego. Do tego dochodziły też słodycze, za którymi przepadałam i nie potrafiłam bez nich wytrzymać…
Trudno było zastosować się do zaleceń dietetyka?
– Początkowo było trochę ciężko, zwłaszcza jak upiekłam rodzinie ciasto, którego sama nie mogłam zjeść. Nieraz aż mnie skręcało, żeby spróbować, ale się nie poddałam. Trzeba mieć silną wolę. Poza tym rodzina jadła co innego. Osobno gotowałam dla nich, a osobno dla siebie. Potem brałam talerz do pokoju i tam jadłam sama, żeby nie patrzeć na ich posiłek. Ale tak było tylko na początku kuracji, w pierwszym tygodniu.
Po siedmiu dniach poczułam się już dużo lżejsza. Wtedy miałam większą motywację, by trzymać dietę. Między kolejnymi wizytami chudłam po 3 kg. Widoczne efekty mobilizowały mnie do dalszej pracy. Jak widziałam, że chudnę, to mnie to motywowało, chciałam osiągnąć wyznaczony cel. Szkoda było mi przerwać kurację i zaprzepaścić to, co już mi się udało osiągnąć.
A gdy przychodziły momenty na podjadanie, to jak sobie Pani z tym radziła?
– Owszem, miałam nieraz momenty, że chciałam zjeść coś słodkiego. Wtedy kupowałam dietetyczny batonik i to mi zupełnie wystarczało. Czasami pomagało także popijanie wody lub soku pomidorowego.
Co zmieniła Pani w swojej diecie?
– Zawsze patrzę, jaką dany produkt ma zawartość tłuszczu. Masło zamieniłam na lekki serek, a olej na oliwę z oliwek. Wybieram raczej wędliny i mięso drobiowe, kupuję mleko, które ma 1.5 % tłuszczu, szukam też sera żółtego z niską zawartością tłuszczu. Cukru w ogóle nie używam, w Naturhouse przy ul. Wielopole kupuję słodzik w płynie, który naprawdę wystarcza na bardzo długo.
Za każdym razem dostawałam od Pani Karoliny kartkę z nowym przepisem do wypróbowania, a na Wielkanoc aż cztery kartki z przepisami. Naprawdę, te dania są bardzo smaczne. Lubię filety z kurczaka smażone na oliwie z oliwek, albo duszoną z pieczarkami i sosem pomidorowym wołowinę.
Przestawiłam się też zupełnie na pieczywo razowe. Tylko takie teraz kupuję i jem po dwie kromki na śniadanie. To mi w zupełności wystarcza.
Stosowanie diety wiąże się z pilnowaniem regularności posiłków. Czy nie miała Pani z tym problemu?
– Nie. Regularnie jem pięć posiłków dziennie, o takich godzinach jakie ustaliła mi Pani Karolina. Pracuję na zmiany, dlatego gdy idę do pracy na rano, zabieram ze sobą drugie śniadanie, a obiad jem po przyjściu do domu, natomiast jak mam drugą zmianę, to jem obiad przed wyjściem, a do pracy biorę podwieczorek i kolację. Wtedy zazwyczaj jest to sok pomidorowy, czasem tuńczyk z puszki. Można więc bez problemu rozplanować posiłki, nawet jak się pracuje w trybie zmianowym.
Jak często odbywały się konsultacje z dietetyczką Naturhouse?
– Na wizyty przychodziłam co dwa tygodnie. Pani Karolina tak starała się rozplanować moje wizyty, by nie kolidowały z moją pracą.
Jak na Pani nowy wygląd zareagowała rodzina?
– Teraz każdy zachwyca się moją figurą. Mój nowy wygląd podoba się zwłaszcza mojemu mężowi.
Chociaż muszę powiedzieć, że na początku, jak schudłam około 20 kg, to rodzina się zaniepokoiła i wysłała mnie na badania. Za ich namową poszłam więc się przebadać, ale wyniki tylko potwierdziły, jak w rewelacyjnej jestem formie.
Co innego, jakbym nic nie jadła, jakbym wprowadziła jakąś głodówkę. Tymczasem diety Naturhouse mają to do siebie, że je się naprawdę dużo, nie jest się głodnym, a organizmowi dostarcza się wszystkich potrzebnych witamin i składników odżywczych. Trzeba tylko dobrać odpowiednie produkty, wiedzieć, co jest zdrowe, a co nie.
Co teraz zamierza Pani robić? Czy nadal będzie Pani stosowała zalecenia dietetyczki?
– Oczywiście. Nie chcę przecież zmarnować tego, co osiągnęłam. Myślę, że Pani Karolina doskonale mnie wyszkoliła i na pewno sobie poradzę z utrzymaniem diety.
Teraz zaczęłam jeszcze ćwiczyć. Dzień w dzień po przyjściu z pracy do domu ćwiczę po pół godziny. Wcześniej naprawdę nie chciało mi się tego robić. Zawsze powtarzałam sobie, że jak zacznę ćwiczyć to schudnę, ale nigdy nie miałam na to ochoty. Ćwiczyłam może jeden dzień, ale na drugi już rezygnowałam. Teraz mam motywację, chcę utrzymać figurę.
Co poleciłaby Pani tym osobom, które chcą schudnąć?
– Żeby zgłosili się do Naturhouse przy ul. Wielopole w Krakowie i tu poradzili się dietetyka, który na pewno im pomoże w osiągnięciu upragnionej wagi.
Zdaniem eksperta
Karolina Żmuda, dietetyk Naturhouse
Pani Madzia przyszła do nas na początku roku z takim nastawieniem, że zbliżają się wakacje i trzeba schudnąć. Wzięłyśmy się więc ostro do pracy. Po pierwsze trzeba było zmienić nawyki żywieniowe i wyregulować sposób odżywiania. Pani Madzia lubiła jeść słodycze, dania tłuste, mączne, zatem trzeba było dość restrykcyjnie zmodyfikować jej dietę, ale też uwzględniać takie rzeczy, które ona lubi jeść. Zawsze pytałam ją, na co ma ochotę, czy są jakieś zachcianki i tak planowałam dietę, żeby spełnić jej oczekiwania oraz jednocześnie tak dobierałam suplementy, żeby dochodziło do spadku wagi.
Kuracja postępowała bez większych problemów. Waga spadała stopniowo, krok po kroku, bardzo regularnie, w podobnych ilościach – najpierw po 3 kg, potem po 2 kg. Efekty było więc już widać po pierwszym miesiącu. Spadła nie tylko waga, ale i objętości, ubyło dużo centymetrów z obwodu ciała, co było widoczne zwłaszcza po ubraniach. Pani Madzia przychodziła w spodniach, które z wizyty na wizytę były coraz to luźniejsze, aż w końcu okazały się dużo za duże.
Pani Madzia jest już miesiąc po zakończeniu diety, przeszła okres stabilizacji i waga pozostaje bez zmian. Nie wróciła do starych nawyków żywieniowych, w dodatku zaczęła też ćwiczyć, bardziej dba o skórę i częściej ją nawilża. Jeśli czasem zdarzy się jej zjeść coś słodkiego lub wysokokalorycznego, to wie, że na drugi dzień będzie musiała być bardziej restrykcyjna w diecie, albo po prostu dłużej poćwiczyć. Myślę, że Pani Madzia bez problemu utrzyma wagę, na której bardzo jej zależało i którą udało jej się osiągnąć.



(6)

Napisz komentarz