Odniósł sukces dzięki wytrwałości

W lipcu 2008 roku pan Grzegorz ważył 180 kg. Miał problemy z nadciśnieniem, trudność sprawiało mu wchodzenie po schodach.
Po diecie pod fachowym okiem dietetyczki z Naturhouse przy ul. Wielopole w Krakowie schudł 73 kg. Dziś czuje się wyśmienicie i z prowadzenia zdrowego trybu życia nie zamierza rezygnować.
Co skłoniło Pana do rozpoczęcia walki z nadwagą?
– Sam dopuściłem się do takiego stanu. Wiem, że to jest tylko moja wina. Przede wszystkim dużo jadłem wieczorem. Często przychodziłem z pracy o 22:00 i wtedy zaczynałem jeść, i niestety były to zawsze tłuste dania. Z kolei jak szedłem do pracy na pierwszą zmianę, to nic nie jadłem przed wyjściem. Śniadanie miałem dopiero o 10:00.
Przede wszystkim to było mi wstyd tego, ile ważyłem. Czułem się niekomfortowo. Tusza przeszkadzała mi w pracy. Jestem mechanikiem. Często nie mogłem się nawet schylić. Miałem spore problemy z ciśnieniem. W okresie jesiennym zawsze miałem czerwone policzki, co było wynikiem podniesionego ciśnienia. Ledwo wchodziłem też po schodach na trzecie piętro, gdy wracałem do mieszkania. A poza tym miałem kłopoty z zakupem ubrań, nic nie mogłem dostać, wszystko musiałem zamawiać na miarę.
Postanowiłem więc coś z moją nadwagą zrobić. Miałem wsparcie rodziny.
Jak trafił Pan do punktu Naturhouse przy ul. Wielopole w Krakowie?
– Do Naturhouse trafiłem przypadkiem. Pierwszy raz wstąpiłem tu wracając z pracy. Chciałem kupić tylko suplementy diety i wyjść. Wstydziłem się tego, ile ważyłem. Recepcjonistka powiedziała jednak, że najpierw musi mnie zbadać pani dietetyk. Umówiłem się więc na wizytę. W ten sposób trafiłem na panią Anię i rozpoczęliśmy współpracę.
Pamiętam, że podczas pierwszej wizyty bałem się wejść na wagę. Teraz się z tego śmieję, ale wtedy to nie było mi do śmiechu. Wystraszyłem się, gdy zobaczyłem na jakich liczbach znajdują się odważniki. Wiedziałem, że już niedługo mogłoby skali braknąć. Kiedy wróciłem do domu, to wstydziłem się pokazać rodzinie swój kalendarzyk z pomiarami.
Jak wyglądała Pana dieta?
– W pierwszym tygodniu stosowania diety schudłem kilka kilogramów. Mój organizm bardzo dobrze reagował na dietę i suplementy. Zacząłem zmieniać nawyki żywieniowe. Teraz jem więcej warzyw i owoców, mniej chleba i tłuszczów. Jak czuję głód, to sięgam po owoc lub sok pomidorowy.
Pani dietetyczka doradzała mi, jakie produkty mam wybierać, a z jakich rezygnować. Przez ostatni rok nie jadłem pizzy, kotleta schabowego, kiełbasy wiejskiej. Nauczyłem się natomiast jeść potrawy gotowane i duszone. Wcześniej tylko smażyłem ryby, teraz bardziej smakuje mi duszona. Uwielbiam też pieczarki duszone z cebulką. Olej zastąpiłem oliwą z oliwek i tylko jej teraz używam. Jak gotuję bigos, to dodaję do niego jedynie trochę wołowiny, białe mięso i pory. Robiąc zakupy, wybieram ciemny chleb, z jasnego pieczywa zrezygnowałem. Duży nacisk kładę na warzywa i owoce, ser biały i beztłuszczowe jogurty. Ponad rok nie piję też piwa.
Czy próbował Pan wcześniej innych diet?
– Zanim trafiłem do Naturhouse przy ul. Wielopole, próbowałem schudnąć, ale bezskutecznie. Kupowałem w aptece środki odchudzające. Pomagały, ale tylko na chwilę. Jak schudłem 5 kg, to zaraz potem przytyłem 6 kg. Po diecie pod okiem pani dietetyk, takiego problemu nie miałem i nie mam. Teraz jeszcze jestem na kuracji stabilizującej, która ma zapobiec efektowi jo-jo.
Czy przeżył Pan podczas diety chwilowy kryzys?
– Większego kryzysu podczas diety nie miałem. Nigdy przecież nie chodziłem głodny. Owszem, jak rodzina miała na obiad kotlet schabowy lub bigos, to trochę miałem ochotę to zjeść, ale nie złamałem się.
Jak zmieniło się Pana życie po schudnięciu?
– Zdrowe nawyki żywieniowe zaczynam wprowadzać do domu. Staram się odciągać dzieci od takich przekąsek jak chipsy. Rodzina polubiła nowe, niskokaloryczne potrawy, które przygotowuję.
Wcześniej puchły mi kolana, miałem trudności z wchodzeniem po schodach, a teraz już bez problemu wchodzę na trzecie, czy czwarte piętro. Ogólnie mam lepsze samopoczucie. Czuję się bardziej komfortowo.
Zmienił się też mój wygląd. Jak zobaczyłem swoje stare spodnie, to aż mi się wierzyć nie chce, że kiedyś one były na mnie dobre. Zachowałem je sobie na pamiątkę. Teraz łatwiej mi kupić ubranie. Idę po prostu do sklepu i kupuję.
Z pewnością będę nadal prowadził zdrowy styl życia. Bardzo dobrze czuję się w wadze, którą udało mi się osiągnąć. Po skończeniu kuracji zamierzam pójść na siłownię. Ćwiczę też na rowerku w domu i bardzo dużo chodzę. Czasem z pracy wracam na nogach.
To, ile schudłem po regularnych wizytach u specjalisty Naturhouse, porównuję do worków z cukrem, czy lepiej – do worka ziemniaków. 73 kilo! – tyle obciążenia ze sobą codziennie nosiłem.
Przyjemnie jest tak schudnąć. Czuję się teraz bardziej atrakcyjny. Niektórzy mnie nie poznają. Myślą, że zachorowałem i to przez chorobę tak schudłem. Nikt nie chce wierzyć, że to efekt zbilansowanej diety.
***
Zdaniem eksperta
Anna Marciniec, dietetyk Naturhouse przy ul. Wielopole w Krakowie
– Pan Grzegorz trafił do nas z otyłością skrajną, najbardziej niebezpieczną dla zdrowia. Można powiedzieć, że to był już ostatni dzwonek.
Nasze spotkanie rozpoczęliśmy od pomiaru tkanki tłuszczowej i poziomu wody w organizmie. Pan Grzegorz był także zważony i zmierzony. Wizyty odbywały się regularnie co tydzień. Po każdej pan Grzegorz wychodził z większą wolą walki. Efekty motywowały go do dalszej pracy. Nigdy nie zaobserwowałam u niego załamania. Przychodził do nas zawsze z optymistycznym nastawieniem, z siłą. Cieszył się z każdych spadków wagi. Każdy napawał go wolą do dalszej walki.
Na początku wprowadziliśmy zdrowe na wyki żywieniowe, później pan Grzegorz przeszedł na ścisłą dietę. Została ona dobrana do charakteru jego pracy. Nie ma on bowiem możliwości zjadania regularnych posiłków. Pracuje w różnych porach dnia, w związku z czym dietę należało dobrać pod kątem jego trybu życia. Stopniowo zmniejszaliśmy ilość węglowodanów, tłuszczów. Dieta nie była męcząca, pan Grzegorz nie chodził głodny. Zwiększaliśmy też stopniowo ilość owoców i warzyw.
Pan Grzegorz zaczął dbać o siebie. Po zakończeniu kuracji nie zamierza też rezygnować ze zdrowego stylu życia. Teraz rozpoczęliśmy kurację stabilizującą. Powoli wraca on do produktów, z których podczas diety musiał zrezygnować. Jest to konieczne, by zapobiec efektowi jo-jo.
Pan Grzegorz tylko swoją wytrwałością i samozaparciem odniósł sukces. Sama go za tę wytrwałość podziwiam.
Co skłoniło Pana do rozpoczęcia walki z nadwagą?
– Sam dopuściłem się do takiego stanu. Wiem, że to jest tylko moja wina. Przede wszystkim dużo jadłem wieczorem. Często przychodziłem z pracy o 22:00 i wtedy zaczynałem jeść, i niestety były to zawsze tłuste dania. Z kolei jak szedłem do pracy na pierwszą zmianę, to nic nie jadłem przed wyjściem. Śniadanie miałem dopiero o 10:00.
Przede wszystkim to było mi wstyd tego, ile ważyłem. Czułem się niekomfortowo. Tusza przeszkadzała mi w pracy. Jestem mechanikiem. Często nie mogłem się nawet schylić. Miałem spore problemy z ciśnieniem. W okresie jesiennym zawsze miałem czerwone policzki, co było wynikiem podniesionego ciśnienia. Ledwo wchodziłem też po schodach na trzecie piętro, gdy wracałem do mieszkania. A poza tym miałem kłopoty z zakupem ubrań, nic nie mogłem dostać, wszystko musiałem zamawiać na miarę.
Postanowiłem więc coś z moją nadwagą zrobić. Miałem wsparcie rodziny.
Jak trafił Pan do punktu Naturhouse przy ul. Wielopole w Krakowie?– Do Naturhouse trafiłem przypadkiem. Pierwszy raz wstąpiłem tu wracając z pracy. Chciałem kupić tylko suplementy diety i wyjść. Wstydziłem się tego, ile ważyłem. Recepcjonistka powiedziała jednak, że najpierw musi mnie zbadać pani dietetyk. Umówiłem się więc na wizytę. W ten sposób trafiłem na panią Anię i rozpoczęliśmy współpracę.
Pamiętam, że podczas pierwszej wizyty bałem się wejść na wagę. Teraz się z tego śmieję, ale wtedy to nie było mi do śmiechu. Wystraszyłem się, gdy zobaczyłem na jakich liczbach znajdują się odważniki. Wiedziałem, że już niedługo mogłoby skali braknąć. Kiedy wróciłem do domu, to wstydziłem się pokazać rodzinie swój kalendarzyk z pomiarami.
Jak wyglądała Pana dieta?
– W pierwszym tygodniu stosowania diety schudłem kilka kilogramów. Mój organizm bardzo dobrze reagował na dietę i suplementy. Zacząłem zmieniać nawyki żywieniowe. Teraz jem więcej warzyw i owoców, mniej chleba i tłuszczów. Jak czuję głód, to sięgam po owoc lub sok pomidorowy.
Pani dietetyczka doradzała mi, jakie produkty mam wybierać, a z jakich rezygnować. Przez ostatni rok nie jadłem pizzy, kotleta schabowego, kiełbasy wiejskiej. Nauczyłem się natomiast jeść potrawy gotowane i duszone. Wcześniej tylko smażyłem ryby, teraz bardziej smakuje mi duszona. Uwielbiam też pieczarki duszone z cebulką. Olej zastąpiłem oliwą z oliwek i tylko jej teraz używam. Jak gotuję bigos, to dodaję do niego jedynie trochę wołowiny, białe mięso i pory. Robiąc zakupy, wybieram ciemny chleb, z jasnego pieczywa zrezygnowałem. Duży nacisk kładę na warzywa i owoce, ser biały i beztłuszczowe jogurty. Ponad rok nie piję też piwa.
Czy próbował Pan wcześniej innych diet?
– Zanim trafiłem do Naturhouse przy ul. Wielopole, próbowałem schudnąć, ale bezskutecznie. Kupowałem w aptece środki odchudzające. Pomagały, ale tylko na chwilę. Jak schudłem 5 kg, to zaraz potem przytyłem 6 kg. Po diecie pod okiem pani dietetyk, takiego problemu nie miałem i nie mam. Teraz jeszcze jestem na kuracji stabilizującej, która ma zapobiec efektowi jo-jo.
Czy przeżył Pan podczas diety chwilowy kryzys?– Większego kryzysu podczas diety nie miałem. Nigdy przecież nie chodziłem głodny. Owszem, jak rodzina miała na obiad kotlet schabowy lub bigos, to trochę miałem ochotę to zjeść, ale nie złamałem się.
Jak zmieniło się Pana życie po schudnięciu?
– Zdrowe nawyki żywieniowe zaczynam wprowadzać do domu. Staram się odciągać dzieci od takich przekąsek jak chipsy. Rodzina polubiła nowe, niskokaloryczne potrawy, które przygotowuję.
Wcześniej puchły mi kolana, miałem trudności z wchodzeniem po schodach, a teraz już bez problemu wchodzę na trzecie, czy czwarte piętro. Ogólnie mam lepsze samopoczucie. Czuję się bardziej komfortowo.
Zmienił się też mój wygląd. Jak zobaczyłem swoje stare spodnie, to aż mi się wierzyć nie chce, że kiedyś one były na mnie dobre. Zachowałem je sobie na pamiątkę. Teraz łatwiej mi kupić ubranie. Idę po prostu do sklepu i kupuję.
Z pewnością będę nadal prowadził zdrowy styl życia. Bardzo dobrze czuję się w wadze, którą udało mi się osiągnąć. Po skończeniu kuracji zamierzam pójść na siłownię. Ćwiczę też na rowerku w domu i bardzo dużo chodzę. Czasem z pracy wracam na nogach.
To, ile schudłem po regularnych wizytach u specjalisty Naturhouse, porównuję do worków z cukrem, czy lepiej – do worka ziemniaków. 73 kilo! – tyle obciążenia ze sobą codziennie nosiłem.
Przyjemnie jest tak schudnąć. Czuję się teraz bardziej atrakcyjny. Niektórzy mnie nie poznają. Myślą, że zachorowałem i to przez chorobę tak schudłem. Nikt nie chce wierzyć, że to efekt zbilansowanej diety.
***
Zdaniem eksperta
Anna Marciniec, dietetyk Naturhouse przy ul. Wielopole w Krakowie
– Pan Grzegorz trafił do nas z otyłością skrajną, najbardziej niebezpieczną dla zdrowia. Można powiedzieć, że to był już ostatni dzwonek. Nasze spotkanie rozpoczęliśmy od pomiaru tkanki tłuszczowej i poziomu wody w organizmie. Pan Grzegorz był także zważony i zmierzony. Wizyty odbywały się regularnie co tydzień. Po każdej pan Grzegorz wychodził z większą wolą walki. Efekty motywowały go do dalszej pracy. Nigdy nie zaobserwowałam u niego załamania. Przychodził do nas zawsze z optymistycznym nastawieniem, z siłą. Cieszył się z każdych spadków wagi. Każdy napawał go wolą do dalszej walki.
Na początku wprowadziliśmy zdrowe na wyki żywieniowe, później pan Grzegorz przeszedł na ścisłą dietę. Została ona dobrana do charakteru jego pracy. Nie ma on bowiem możliwości zjadania regularnych posiłków. Pracuje w różnych porach dnia, w związku z czym dietę należało dobrać pod kątem jego trybu życia. Stopniowo zmniejszaliśmy ilość węglowodanów, tłuszczów. Dieta nie była męcząca, pan Grzegorz nie chodził głodny. Zwiększaliśmy też stopniowo ilość owoców i warzyw.
Pan Grzegorz zaczął dbać o siebie. Po zakończeniu kuracji nie zamierza też rezygnować ze zdrowego stylu życia. Teraz rozpoczęliśmy kurację stabilizującą. Powoli wraca on do produktów, z których podczas diety musiał zrezygnować. Jest to konieczne, by zapobiec efektowi jo-jo.
Pan Grzegorz tylko swoją wytrwałością i samozaparciem odniósł sukces. Sama go za tę wytrwałość podziwiam.



(9)

Napisz komentarz