Najważniejsze to chcieć

Zespoły taneczne Cheerleaders: Winx, Winki i Winczi w każdych zawodach, w których biorą udział, odnoszą sukcesy. Nic dziwnego, skoro na każdym treningu dają z siebie wszystko. Ćwiczą z ogromną pasją i chęcią. – Widać, że włożyły mnóstwo pracy w to, co dziś potrafią zrobić – mówi trenerka, Ewa Winczura.
Sześć lat temu Ewa Winczura, nauczyciel wychowania fizycznego w Szkole Podstawowej nr 158 i Gimnazjum nr 25 w Krakowie założyła zespół taneczny cheerleaderek. – Kiedy rozpoczęłam pracę, początkowo zamierzałam prowadzić aerobik sportowy dla dziewcząt, jednak gdy do szkoły przyszło ogłoszenie o organizowanych zawodach cheerleaders, postanowiłam utworzyć zespół taneczny i przygotować go do udziału w konkursie – mówi Ewa Winczura. W ten sposób powstały trzy zespoły – Winx (szkoła podstawowa), Winki (gimnazjum) i Winczi (absolwentki gimnazjum, uczennice szkoły średniej). Łącznie – 30 dziewcząt. Winki trenują trzy razy w tygodniu, dwa pozostałe zespoły – dwa razy. Zajęcia odbywają się popołudniami w ramach obowiązkowej godziny wychowania fizycznego.
Wymagający trener
Przez pierwszy rok dziewczęta przygotowywały się do występów, oswajały się z ruchem, poznawały możliwości swojego ciała i ćwiczyły figury taneczne. - Początki są zawsze trudne – wspomina trenerka. - Zaczęłyśmy od podstawowych ruchów w aerobiku, potem stopniowo wprowadzałam obowiązkowe figury w cheeleadingu, które trzeba wykonać na zawodach. Dziś widać, że dziewczyny włożyły dużo pracy w to, co dziś potrafią zrobić. Tańczą wyprostowane, palce mają obciągnięte, nogi proste, ręce dobrze pracują. Widać, że sporo ćwiczyły i się starają.
– Zawsze przed każdymi zawodami dużo trenujemy, pani Winczura jest wymagającym trenerem – mówią dziewczyny. – Ale to bardzo dobrze, bo dzięki temu bardziej się staramy i mamy lepsze wyniki. Zawsze na każdym treningu na początku się rozgrzewamy i rozciągamy. Bez tego nie byłybyśmy w stanie nic zrobić. Wzmacniamy więc najpierw poszczególne mięśnie, a potem ćwiczymy obowiązkowe elementy i ostatecznie cały układ.
Przeciętny układ w cheeleadingu trwa 130-150 sekund (do 2,5 minuty). W tym czasie trzeba wykonać wszystkie obowiązkowe elementy, czyli m.in. piruety, wyskoki, wymachy, szpagaty. Podopieczne Ewy Winczury wszystkie są już w stanie zrobić szpagat w powietrzu, co tylko świadczy o wysokim poziomie każdego treningu. – Dziewczyny pocą się, męczą, ale i tak chcą ćwiczyć – dodaje trenerka. - Staram się wymyślać proste ruchy, następnie dopasować do nich odpowiednią muzykę - dodaje. - Zawsze jednak ta choreografia musi być dostosowana do możliwości dziewcząt.
– Pani Winczura ma genialne pomysły na układ, jest wymagająca, ale jednoczy naszą grupę – chwali opiekunkę Dominika z zespołu Winki. - Potrafi nad nami zapanować i dba o porządek. To dzięki niej jesteśmy taką zgraną drużyną.
Dziewczęta ze wszystkich trzech zespołów są z sobą bardzo zżyte. Spędzają razem mnóstwo czasu, nie tylko na treningach. Razem z trenerką były na Nocy Muzeów, zamierzają wyjść wspólnie na basen, często się też kontaktują za pomocą komunikatorów i serwisów internetowych. Jeśli się zdarza, że ćwiczą do późna, razem nocują w szkole. Są jak jedna wielka rodzina. Starsze dziewczyny, które już studiują, a przychodzą tylko indywidualnie poćwiczyć, nie zapominają o urodzinach pani Ewy. – Ostatnio przyniosły mi nawet tort – wspomina trenerka.
Trudne początki
Zanim dziewczyny pojawiły się na scenie, nie było łatwo. Należało przecież nie tylko przećwiczyć układ, ale też i przygotować profesjonalne stroje na występ. Niestety na to nie było funduszy. – Pierwsze pompony zrobiłyśmy z reklamówek – wspomina Ewa Winczura. – A stroje szyłyśmy same w domu. Tak przygotowane dziewczęta wystąpiły na pierwszych zawodach i tak się szczęśliwie złożyło, że od razu stanęły na podium. Najpierw zajęły pierwsze miejsce w Mistrzostwach Zespołów Tanecznych Cheeleaders w Krakowie, potem wygrały też Mistrzostwa Małopolski.
Na szczęście, w momencie gdy dziewczęta zaczęły zdobywać nagrody, znaleźli się też sponsorzy, dzięki którym zakupiono nowe stroje. Obecnie zespoły wspierane są też przez rodziców. – Mamy naprawdę wspaniałych rodziców, którzy wiernie nam kibicują – mówi trener Ewa Winczura. – Zawożą też dziewczęta swoimi samochodami na zawody. Jednego tatę, pana Piotra Kosibę, nazywamy nawet naszą maskotką, ponieważ jeździ z nami na każdy występ. Często też, zdobywając wysokie miejsce na turnieju, otrzymujemy nagrody pieniężne.
Sukcesy
W cheeleadingu są trzy kategorie wiekowe: junior młodszy (szkoła podstawowa), junior (gimnazjum) i senior (szkoła średnia). Każdy zespół bierze zatem udział w zawodach w innej kategorii wiekowej i tam zdobywa wysokie miejsca. - Porządny trener, porządne wyniki – mówi jeden z kolegów Ewy Winczury.
Dziewczyny z zespołów Winx, Winki i Winczi występowały między innymi na Otwartych Turniejach Cheerleaders w Skawinie, na Talentach Małopolski, czy turnieju Cheer Girls. - Najważniejsze dla nas sukcesem było jednak drugie miejsce na „Cheer Girls 2010”, czyli Międzypowiatowym Turnieju Zespołów Cheerleaders w Raciborowicach koło Krakowa, który odbył się 14 maja 2010 roku – podsumowuje Monika z zespołu Winki. – Było dziewiętnaście zespołów, a my byłyśmy drugie.
– Właściwie to na każdym konkursie, w którym bierzemy udział odbieram nagrody – mówi z uśmiechem Ewa Winczura. – Chyba nie ma takiego drugiego trenera, który miałby tyle zespołów i na każdym turnieju wysoką nagrodę. To wszystko dzięki moim dziewczynom, które naprawdę bardzo się starają.
– Zawsze na początku występu mamy tremę, ale potem zapominamy, że występujemy przed tłumem ludzi – mówi Magda z zespołu Winki. - Sam układ jest szybki, trwa około dwóch minut, ale najgorsze jest samo czekanie na występ. Układu się nie boimy, bo jesteśmy dobrze przygotowane.
Winx, Winki i Winczi reprezentują i promują szkołę, a nawet region. Poza tym dla dziewcząt treningi i udział w konkursach jest też doskonałą formą spędzania czasu. - Na pewno dzięki temu, że ćwiczymy w zespole, będziemy zdrowsze, przestawiamy się przecież na bardziej zdrowy tryb życia – mówi Asia z zespołu Winki. - Nie tylko siedzenie przed komputerem, ale też i ruch jest dobrym sposobem na spędzanie wolnego czasu.
Najważniejsze to chcieć
– Dziewczyny przede wszystkim muszą chcieć ćwiczyć – podkreśla Ewa Winczura. - Przyznaję, jestem wymagającym trenerem, nawet takim trochę katem, każę im robić brzuszki, pompki, przysiady. Czasem się naprawdę, dziwię, że jeszcze ze mną wytrzymują… Ale widać po nich, że przychodzą na treningi z chęcią. Zauważyłam też, że nie ma u mnie dziewczyn, które by nie miały chęci do pracy, ponieważ wiedzą, że odpadną w przedbiegach. Te, które przyjdą i zaczynają ćwiczyć od początku do końca, dając z siebie wszystko, osiągają sukcesy. Widać też, że ten taniec daje im przyjemność. Na każdym występie, a nawet i treningu są zawsze uśmiechnięte i radosne.
Uważam, że pasja jest bardzo ważna. Nauka owszem, swoją drogą, ale o pasji nie można zapominać. Widzę, że dziewczyny z moich zespołów ćwiczą właśnie z ogromną pasją, mają sporo chęci, dlatego staram się poświęcać im jak najwięcej czasu. W sumie ten taniec jest też i moja pasją…
Anna Maria Piątkowska
Wymagający trener
Przez pierwszy rok dziewczęta przygotowywały się do występów, oswajały się z ruchem, poznawały możliwości swojego ciała i ćwiczyły figury taneczne. - Początki są zawsze trudne – wspomina trenerka. - Zaczęłyśmy od podstawowych ruchów w aerobiku, potem stopniowo wprowadzałam obowiązkowe figury w cheeleadingu, które trzeba wykonać na zawodach. Dziś widać, że dziewczyny włożyły dużo pracy w to, co dziś potrafią zrobić. Tańczą wyprostowane, palce mają obciągnięte, nogi proste, ręce dobrze pracują. Widać, że sporo ćwiczyły i się starają.
– Zawsze przed każdymi zawodami dużo trenujemy, pani Winczura jest wymagającym trenerem – mówią dziewczyny. – Ale to bardzo dobrze, bo dzięki temu bardziej się staramy i mamy lepsze wyniki. Zawsze na każdym treningu na początku się rozgrzewamy i rozciągamy. Bez tego nie byłybyśmy w stanie nic zrobić. Wzmacniamy więc najpierw poszczególne mięśnie, a potem ćwiczymy obowiązkowe elementy i ostatecznie cały układ.
Przeciętny układ w cheeleadingu trwa 130-150 sekund (do 2,5 minuty). W tym czasie trzeba wykonać wszystkie obowiązkowe elementy, czyli m.in. piruety, wyskoki, wymachy, szpagaty. Podopieczne Ewy Winczury wszystkie są już w stanie zrobić szpagat w powietrzu, co tylko świadczy o wysokim poziomie każdego treningu. – Dziewczyny pocą się, męczą, ale i tak chcą ćwiczyć – dodaje trenerka. - Staram się wymyślać proste ruchy, następnie dopasować do nich odpowiednią muzykę - dodaje. - Zawsze jednak ta choreografia musi być dostosowana do możliwości dziewcząt.
– Pani Winczura ma genialne pomysły na układ, jest wymagająca, ale jednoczy naszą grupę – chwali opiekunkę Dominika z zespołu Winki. - Potrafi nad nami zapanować i dba o porządek. To dzięki niej jesteśmy taką zgraną drużyną.
Dziewczęta ze wszystkich trzech zespołów są z sobą bardzo zżyte. Spędzają razem mnóstwo czasu, nie tylko na treningach. Razem z trenerką były na Nocy Muzeów, zamierzają wyjść wspólnie na basen, często się też kontaktują za pomocą komunikatorów i serwisów internetowych. Jeśli się zdarza, że ćwiczą do późna, razem nocują w szkole. Są jak jedna wielka rodzina. Starsze dziewczyny, które już studiują, a przychodzą tylko indywidualnie poćwiczyć, nie zapominają o urodzinach pani Ewy. – Ostatnio przyniosły mi nawet tort – wspomina trenerka.
Trudne początki
Zanim dziewczyny pojawiły się na scenie, nie było łatwo. Należało przecież nie tylko przećwiczyć układ, ale też i przygotować profesjonalne stroje na występ. Niestety na to nie było funduszy. – Pierwsze pompony zrobiłyśmy z reklamówek – wspomina Ewa Winczura. – A stroje szyłyśmy same w domu. Tak przygotowane dziewczęta wystąpiły na pierwszych zawodach i tak się szczęśliwie złożyło, że od razu stanęły na podium. Najpierw zajęły pierwsze miejsce w Mistrzostwach Zespołów Tanecznych Cheeleaders w Krakowie, potem wygrały też Mistrzostwa Małopolski.
Na szczęście, w momencie gdy dziewczęta zaczęły zdobywać nagrody, znaleźli się też sponsorzy, dzięki którym zakupiono nowe stroje. Obecnie zespoły wspierane są też przez rodziców. – Mamy naprawdę wspaniałych rodziców, którzy wiernie nam kibicują – mówi trener Ewa Winczura. – Zawożą też dziewczęta swoimi samochodami na zawody. Jednego tatę, pana Piotra Kosibę, nazywamy nawet naszą maskotką, ponieważ jeździ z nami na każdy występ. Często też, zdobywając wysokie miejsce na turnieju, otrzymujemy nagrody pieniężne.
Sukcesy
W cheeleadingu są trzy kategorie wiekowe: junior młodszy (szkoła podstawowa), junior (gimnazjum) i senior (szkoła średnia). Każdy zespół bierze zatem udział w zawodach w innej kategorii wiekowej i tam zdobywa wysokie miejsca. - Porządny trener, porządne wyniki – mówi jeden z kolegów Ewy Winczury.
Dziewczyny z zespołów Winx, Winki i Winczi występowały między innymi na Otwartych Turniejach Cheerleaders w Skawinie, na Talentach Małopolski, czy turnieju Cheer Girls. - Najważniejsze dla nas sukcesem było jednak drugie miejsce na „Cheer Girls 2010”, czyli Międzypowiatowym Turnieju Zespołów Cheerleaders w Raciborowicach koło Krakowa, który odbył się 14 maja 2010 roku – podsumowuje Monika z zespołu Winki. – Było dziewiętnaście zespołów, a my byłyśmy drugie.
– Właściwie to na każdym konkursie, w którym bierzemy udział odbieram nagrody – mówi z uśmiechem Ewa Winczura. – Chyba nie ma takiego drugiego trenera, który miałby tyle zespołów i na każdym turnieju wysoką nagrodę. To wszystko dzięki moim dziewczynom, które naprawdę bardzo się starają.
– Zawsze na początku występu mamy tremę, ale potem zapominamy, że występujemy przed tłumem ludzi – mówi Magda z zespołu Winki. - Sam układ jest szybki, trwa około dwóch minut, ale najgorsze jest samo czekanie na występ. Układu się nie boimy, bo jesteśmy dobrze przygotowane.
Winx, Winki i Winczi reprezentują i promują szkołę, a nawet region. Poza tym dla dziewcząt treningi i udział w konkursach jest też doskonałą formą spędzania czasu. - Na pewno dzięki temu, że ćwiczymy w zespole, będziemy zdrowsze, przestawiamy się przecież na bardziej zdrowy tryb życia – mówi Asia z zespołu Winki. - Nie tylko siedzenie przed komputerem, ale też i ruch jest dobrym sposobem na spędzanie wolnego czasu.
Najważniejsze to chcieć
– Dziewczyny przede wszystkim muszą chcieć ćwiczyć – podkreśla Ewa Winczura. - Przyznaję, jestem wymagającym trenerem, nawet takim trochę katem, każę im robić brzuszki, pompki, przysiady. Czasem się naprawdę, dziwię, że jeszcze ze mną wytrzymują… Ale widać po nich, że przychodzą na treningi z chęcią. Zauważyłam też, że nie ma u mnie dziewczyn, które by nie miały chęci do pracy, ponieważ wiedzą, że odpadną w przedbiegach. Te, które przyjdą i zaczynają ćwiczyć od początku do końca, dając z siebie wszystko, osiągają sukcesy. Widać też, że ten taniec daje im przyjemność. Na każdym występie, a nawet i treningu są zawsze uśmiechnięte i radosne.
Uważam, że pasja jest bardzo ważna. Nauka owszem, swoją drogą, ale o pasji nie można zapominać. Widzę, że dziewczyny z moich zespołów ćwiczą właśnie z ogromną pasją, mają sporo chęci, dlatego staram się poświęcać im jak najwięcej czasu. W sumie ten taniec jest też i moja pasją…
Anna Maria Piątkowska



(5)

Napisz komentarz