Lekarz nie powinien odbierać nadziei - wywiad z Ewą Błaszczyk

W wyniku zachłyśnięcia tabletką, 6 letnia córka aktorki - Ewy Błaszczyk straciła przytomność, doznając ciężkiego urazu mózgu i od 9 lat znajduje się w stanie śpiączki.
Założona przez Panią Ewę fundacja AKOGO wyszła z inicjatywą wybudowania Kliniki Budzik, w której dzieci w stanie śpiączki, byłyby objęte kompleksową -intensywną opieką medyczną i rehabilitacją oczekując na przebudzenie.
Dlaczego Pani Fundacja nosi nazwę: Akogo?
A k o g o to obchodzi? „A kogo obchodzi mój los?” – pyta dziecko, gdy robi błąd pisząc razem „akogo”, bo ten ktoś jest zupełnie bezradny i nie ma żadnej mocy sprawczej, czyli jeśli nas to nie obchodzi, to ono jest skazane na zagładę. A to jest pytanie skierowane do decydentów, również, czy to będzie w tym państwie, czy tego nie będzie. Bo jeśli obchodzi - to będzie zaopiekowany ten rewir medycyny - a jeśli nie obchodzi, to ja nie przebiję ściany głową.
Po 7 miesiącach rehabilitacji Ola odzyskała wzrok, ale i tak konsylium lekarzy z Centrum Zdrowia Dziecka zdecydowali o wypisaniu ze szpitala, bo uznali, że dziecko nie rokuje. W przerwie narady ktoś podszedł do mnie i zaczął mówić jakie dobre hospicja mogę znaleźć w Warszawie. Wtedy po raz pierwszy się zbuntowałam, przecież jak każdy obywatel tego kraju płacę składki na ubezpieczenie zdrowotne: eutanazja, o ile mi wiadomo, nie jest w Polsce prawnie dozwolona, jak więc można? Skąd ten cynizm? Postanowiłam wystawić Olę na widok publiczny, żeby stała się nośnikiem problemu śpiączki w Polsce, tak, by nie można było bezkarnie mówić o „wypisywaniu do domu”.
Czy rodziny osób w śpiączce mogą liczyć na pomoc państwa?
Na nic nie mogą liczyć. To jest taka pierwsza inicjatywa, żeby stworzyć rozwiązania systemowe. Żeby była wiedza, fachowcy, metody i od czegoś trzeba zacząć. Takie „Budziki” powinny być w Wojewódzkich miastach, tam gdzie jest OIOM i neurologia.
Czym klinika Budzik różniłaby się od zwykłego oddziału neurologicznego?
W Klinikach Budzik będzie się walczyło o dziecko w śpiączce do półtora roku, wtedy jest największa medyczna szansa. Zwykle jest tak, że po OIOM-ie dziecko trafia do szpitala i szybko się je wykopuje do domu, nikt nie chce tego dziecka, nie ma kontraktów z NFZ. Dla nich dziecko jest drogie w utrzymaniu.
Klinka Budzik, będzie przedłużeniem OIOM-u, hospitalizacji i rehabilitacji neurologicznej, tego obecnie nie ma. To jest absurd, musi powstać inny system, inny wzorzec i to będzie. Ten kto walczy o życie, o powrót do zdrowia, dla niego nie ma różnicy, czy to jest święto, czy Sylwester, czy weekend, musi być ciągle zapewniona rehabilitacja od rana do nocy. Musi być bodziec - odpoczynek, bodziec - odpoczynek. Jeśli będzie zbyt dużo bodźców, a potem nic - to taka osoba będzie mieć padaczkę, a potem będzie się gapić w sufit popołudniu. Rehabilitacja nie jest dla tych, którzy tam pracują, tylko dla tych, którzy tam leżą.
Śpiączka jest stanem „nieobecności”, czy doświadczyła Pani innego wymiaru życia?
Tak, rzeczywistości jest bardzo wiele, tylko niski jest poziom naszej wiedzy metapsychologicznej. Cały czas jestem w tym, w tym tkwię. Z badań wynika, że ludzie w „stanie wegetatywnym”, w głębokiej komie często mają pełną świadomość, przebywają w największym więzieniu świata.
A pobieranie narządów od osób w stanie śpiączki…
To jest zagrożenie dla osób żyjących. Jeśli ktoś został zdiagnozowany na początku, to o niego się już nie walczy, za niego podejmuje się decyzje. Jego się po prostu zabija. Mówimy w ogóle o rzeczy strasznej. Warto sobie zdać sprawę, że osoba, która ma taką diagnozę, wszystko wie, wszystko słyszy i jak się o nią zawalczy, to dopiero się o tym dowiadujemy, jak się obudzi. Opowie co się działo i jak była traktowana i najbardziej ją bolało, że była traktowana jako przedmiot. Do półtora roku to nawet nie można postawić diagnozy, trzeba czekać i tu jest ogromna szansa i dużo ludzi z tego wychodzi. Nie można ich zostawiać, ani zabijać.
Jeździła Pani z Olą do Moskwy na terapię komórkami macierzystymi, czy taka metoda leczenia jest powszechnie stosowana, czy jest to jeszcze faza eksperymentu?
To jest eksperyment. Jest to trudna metoda stosowana na świecie w różnych krajach i jeszcze nie do końca poznana, ale trzeba próbować. Jest mało opisów na ten temat i jest to kwestia bardzo indywidualna. To co wiem na pewno i to co widziałam na własne oczy, to, to, że komórki podawane do kanału kręgowego powodują regenerację rdzenia i ludzie zaczynają czuć i zaczynają chodzić i to jest cud.
Ja bardzo wierzę w te komórki, tylko, że ludzie nie mają jeszcze władzy nad konkretną linią komórek macierzystych i dlatego np. w sercu rośnie kość, albo robią się nowotwory. To jeszcze nie jest opanowane, ale ja głęboko w to wierzę, że komórki mają przyszłość. My pojechaliśmy do Moskwy, bo tam od 2002 r. stosuje się tą metodę, a od jakiegoś czasu również w Glasgow, Izraelu, Portugalii. W Polsce nie ma jeszcze takiej procedury. Komórki bardzo się sprawdzają i od dawna stosuje się je w przypadku białaczki, przy przeszczepach szpiku.
Czy to tragiczne wydarzenie, wpłynęło na załamanie wiary, czy było to dojrzewanie w wierze?
No pewnie, że tak, zawsze jak c oś jest o s t a t e c z n e to pojawiają się takie pytania najważniejsze, pytania o sens. Wszystko się zmienia: rzeczywistość, skala wartości, sens życia. Taki rozpędzony świat reklamy, konsumpcji jest żaden. Jawi się jako absurd, ale trzeba się starać coś robić. Nie mnie to oceniać, ale niewątpliwie zaczyna się tworzyć relacja, nie pozioma, ale p i o n o w a.
Z Ewą Błaszczyk
rozmawiała Beata Mazurek
Dlaczego Pani Fundacja nosi nazwę: Akogo?
A k o g o to obchodzi? „A kogo obchodzi mój los?” – pyta dziecko, gdy robi błąd pisząc razem „akogo”, bo ten ktoś jest zupełnie bezradny i nie ma żadnej mocy sprawczej, czyli jeśli nas to nie obchodzi, to ono jest skazane na zagładę. A to jest pytanie skierowane do decydentów, również, czy to będzie w tym państwie, czy tego nie będzie. Bo jeśli obchodzi - to będzie zaopiekowany ten rewir medycyny - a jeśli nie obchodzi, to ja nie przebiję ściany głową.
Po 7 miesiącach rehabilitacji Ola odzyskała wzrok, ale i tak konsylium lekarzy z Centrum Zdrowia Dziecka zdecydowali o wypisaniu ze szpitala, bo uznali, że dziecko nie rokuje. W przerwie narady ktoś podszedł do mnie i zaczął mówić jakie dobre hospicja mogę znaleźć w Warszawie. Wtedy po raz pierwszy się zbuntowałam, przecież jak każdy obywatel tego kraju płacę składki na ubezpieczenie zdrowotne: eutanazja, o ile mi wiadomo, nie jest w Polsce prawnie dozwolona, jak więc można? Skąd ten cynizm? Postanowiłam wystawić Olę na widok publiczny, żeby stała się nośnikiem problemu śpiączki w Polsce, tak, by nie można było bezkarnie mówić o „wypisywaniu do domu”.
Czy rodziny osób w śpiączce mogą liczyć na pomoc państwa?
Na nic nie mogą liczyć. To jest taka pierwsza inicjatywa, żeby stworzyć rozwiązania systemowe. Żeby była wiedza, fachowcy, metody i od czegoś trzeba zacząć. Takie „Budziki” powinny być w Wojewódzkich miastach, tam gdzie jest OIOM i neurologia.
Czym klinika Budzik różniłaby się od zwykłego oddziału neurologicznego?
W Klinikach Budzik będzie się walczyło o dziecko w śpiączce do półtora roku, wtedy jest największa medyczna szansa. Zwykle jest tak, że po OIOM-ie dziecko trafia do szpitala i szybko się je wykopuje do domu, nikt nie chce tego dziecka, nie ma kontraktów z NFZ. Dla nich dziecko jest drogie w utrzymaniu.
Klinka Budzik, będzie przedłużeniem OIOM-u, hospitalizacji i rehabilitacji neurologicznej, tego obecnie nie ma. To jest absurd, musi powstać inny system, inny wzorzec i to będzie. Ten kto walczy o życie, o powrót do zdrowia, dla niego nie ma różnicy, czy to jest święto, czy Sylwester, czy weekend, musi być ciągle zapewniona rehabilitacja od rana do nocy. Musi być bodziec - odpoczynek, bodziec - odpoczynek. Jeśli będzie zbyt dużo bodźców, a potem nic - to taka osoba będzie mieć padaczkę, a potem będzie się gapić w sufit popołudniu. Rehabilitacja nie jest dla tych, którzy tam pracują, tylko dla tych, którzy tam leżą.
Śpiączka jest stanem „nieobecności”, czy doświadczyła Pani innego wymiaru życia?
Tak, rzeczywistości jest bardzo wiele, tylko niski jest poziom naszej wiedzy metapsychologicznej. Cały czas jestem w tym, w tym tkwię. Z badań wynika, że ludzie w „stanie wegetatywnym”, w głębokiej komie często mają pełną świadomość, przebywają w największym więzieniu świata.
A pobieranie narządów od osób w stanie śpiączki…
To jest zagrożenie dla osób żyjących. Jeśli ktoś został zdiagnozowany na początku, to o niego się już nie walczy, za niego podejmuje się decyzje. Jego się po prostu zabija. Mówimy w ogóle o rzeczy strasznej. Warto sobie zdać sprawę, że osoba, która ma taką diagnozę, wszystko wie, wszystko słyszy i jak się o nią zawalczy, to dopiero się o tym dowiadujemy, jak się obudzi. Opowie co się działo i jak była traktowana i najbardziej ją bolało, że była traktowana jako przedmiot. Do półtora roku to nawet nie można postawić diagnozy, trzeba czekać i tu jest ogromna szansa i dużo ludzi z tego wychodzi. Nie można ich zostawiać, ani zabijać.
Jeździła Pani z Olą do Moskwy na terapię komórkami macierzystymi, czy taka metoda leczenia jest powszechnie stosowana, czy jest to jeszcze faza eksperymentu?
To jest eksperyment. Jest to trudna metoda stosowana na świecie w różnych krajach i jeszcze nie do końca poznana, ale trzeba próbować. Jest mało opisów na ten temat i jest to kwestia bardzo indywidualna. To co wiem na pewno i to co widziałam na własne oczy, to, to, że komórki podawane do kanału kręgowego powodują regenerację rdzenia i ludzie zaczynają czuć i zaczynają chodzić i to jest cud.
Ja bardzo wierzę w te komórki, tylko, że ludzie nie mają jeszcze władzy nad konkretną linią komórek macierzystych i dlatego np. w sercu rośnie kość, albo robią się nowotwory. To jeszcze nie jest opanowane, ale ja głęboko w to wierzę, że komórki mają przyszłość. My pojechaliśmy do Moskwy, bo tam od 2002 r. stosuje się tą metodę, a od jakiegoś czasu również w Glasgow, Izraelu, Portugalii. W Polsce nie ma jeszcze takiej procedury. Komórki bardzo się sprawdzają i od dawna stosuje się je w przypadku białaczki, przy przeszczepach szpiku.
Czy to tragiczne wydarzenie, wpłynęło na załamanie wiary, czy było to dojrzewanie w wierze?
No pewnie, że tak, zawsze jak c oś jest o s t a t e c z n e to pojawiają się takie pytania najważniejsze, pytania o sens. Wszystko się zmienia: rzeczywistość, skala wartości, sens życia. Taki rozpędzony świat reklamy, konsumpcji jest żaden. Jawi się jako absurd, ale trzeba się starać coś robić. Nie mnie to oceniać, ale niewątpliwie zaczyna się tworzyć relacja, nie pozioma, ale p i o n o w a.
Z Ewą Błaszczyk
rozmawiała Beata Mazurek



(5)

Napisz komentarz