Kto będzie nas leczył?

Choroby płuc w Polsce traktowane są marginalnie, mimo że na nowotwory płuc co roku umierają tysiące chorych. Pacjenci wymagają opieki, tymczasem coraz bardziej odczuwalny jest brak specjalistów.
Mówi się, że gruźlicy już nie ma, że choroba ta popularna była dziesiątki lat temu, a teraz w nowoczesnym świecie całkowicie ją zlikwidowano. Nic bardziej mylnego. Chorych na gruźlicę na oddziałach chorób płuc pojawia się w każdym miesiącu kilku, stąd też powszechne jest przekonanie, że choroba ta praktycznie już nie istnieje. Tymczasem to tylko wierzchołek góry lodowej. Do szpitala trafia przecież jedynie mały procent chorych i są to pacjenci z zaawansowaną już gruźlicą.
Z kolei o nowotworach płuc wspomina się stosunkowo rzadko, mimo że rak płuca jest najczęściej występującym nowotworem i umiera na niego dziesiątki osób. W Polsce w 2005 roku zarejestrowano 21 455 zgonów, w tym 16 522 u mężczyzn i 4 933 u kobiet. Współczynnik umieralności na 100 000 wynosi u mężczyzn 65,5 i u kobiet 13,4. Możliwości wyleczenia są niestety bardzo małe, ponieważ z reguły choroba jest za późno rozpoznawalna.
Słaba edukacja społeczeństwa
W Polsce ciągle jeszcze obserwujemy bardzo słabą edukację pacjentów w zakresie profilaktyki zdrowotnej i postępowania w przypadku zachorowań. Zwykle chory przychodzi do lekarza dopiero wtedy, gdy jego stan jest poważny. Tymczasem chorobę można byłoby wykryć zdecydowanie wcześniej. Społeczeństwo jest jednak nadal bardzo słabo wyedukowane. Właściwie to nie każdy wie, gdzie ma pójść, do kogo się zwrócić. Mimo że badania profilaktyczne są coraz bardziej nagłaśniane, to i tak nadal w Polsce korzysta z nich stosunkowo mały odsetek mieszkańców.
Chcąc tę niewiedzę dotyczącą zachowań prozdrowotnych nieco zniwelować, dr Anna Prokop-Staszecka, Ordynator II Oddziału Chorób Płuc z Pododdziałem Chemioterapii w Krakowskim Szpitalu Specjalistycznym im. Jana Pawła II w Krakowie rozpoczęła cykl wykładów otwartych. Tematem pierwszego z nich, który odbył się 5 października 2009 w sali Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa przy ul. Meiselsa 1, były choroby płuc. Prelegentka starała się uświadomić słuchaczom, na jak dużą skalę mamy w Polsce do czynienia z zachorowaniami na raka płuc. Zwróciła także uwagę na główne problemy dzisiejszej polskiej pulmonologii, czyli zbyt późną diagnostykę chorób płuc i brak młodych lekarzy – specjalistów pulmonologów.
Opóźniona diagnostyka
Diagnostyka chorób płuc jest w Polsce nie najlepsza. Panuje bowiem powszechne przekonanie, że zdjęcia rentgenowskie wystarczy robić raz na kilka lat, gdyż promieniowanie to jest bardzo szkodliwe. Lekarze podstawowej opieki zdrowotnej, do których w pierwszej kolejności trafia pacjent, rzadko też go na wykonanie takiego zdjęcia kierują. Każdy boi się promieniowania. Tymczasem jego dawka, zważywszy na fakt, że na co dzień otaczamy się potężnymi wiązkami promieni, jest niewielka.
- Prawie każdy nosi przecież przy sobie telefon komórkowy, ogląda telewizję, czasem nawet parę godzin dziennie, a do tego ma włączony komputer, i nikt w tych przypadkach nie przejmuje się promieniowaniem – mówi dr Anna Prokop-Staszecka. - Dlaczego natomiast wszyscy boją się tak promieni Rentgena? Jeśli u kogoś podejrzewamy zapalenie płuc, to czy nie powinniśmy mówić o konieczności zrobienia zdjęcia?
Inaczej, jeśli nie upewnimy się, co właściwie dolega pacjentowi, możemy znacznie opóźnić wykrycie zapalenia płuc, gruźlicy, a nawet i raka płuc.
Brak lekarzy specjalistów pulmonologów
W Polsce, mimo że zachorowania na choroby płuc są tak powszechne i co roku umiera na nie tysiące chorych, to nie przekłada się na ilość specjalistów pulmonologów, których z roku na rok ubywa.
Po pierwsze po reformie w służbie zdrowia jest coraz mniej młodych lekarzy specjalistów.
- Od dziewięciu lat jestem ordynatorem i mam wspaniały zespół lekarzy – mówi dr Anna Prokop-Staszecka, Ordynator II Oddziału Chorób Płuc z Pododdziałem Chemioterapii w Krakowskim Szpitalu Specjalistycznym im. Jana Pawła II. - Mamy dziewięciu specjalistów na dwóch pododdziałach (pulmonologia i chemoterapia), bardzo dobrych, wyszkolonych. Nie ma w nim „słabego ogniwa”, uzupełniają się nawzajem. Lekarze muszą umieć pracować w zespole i się uzupełniać. Cały czas muszą współpracować między sobą. Są to super specjaliści, tworzą zgrany zespół, jednak niestety średnia wieku specjalistów na moim oddziale jest dość wysoka. Nie ma wśród nich nikogo, kto miałby mniej niż 40 lat, a są tacy po 60-tce.
- Przychodzą do nas młodzi lekarze na staże i znam ich problemy – dodaje dr Anna Prokop-Staszecka. - Nie robią specjalizacji, w której chcieliby pracować resztę życia zawodowego i związku z tym dość często emigrują za granicę szukać tam możliwości. O tym czy zostaną specjalistą czy nie, w tym momencie decyduje bowiem specjalista wojewódzki i narzucona centralnie z Warszawy ilość miejsc. Taki stan rzeczy istnieje od 1996 roku. Oczywiście sprzyja to nepotyzmowi i korupcji, i prowadzi do tego, że gdy młody zdolny lekarz chce zrobić specjalizację, to wyjeżdża za granicę. W ten sposób dajemy Europie młodych wykształconych lekarzy za nasze pieniądze, a u nas coraz bardziej brakuje lekarzy specjalistów. Pytanie czy władza to tylko profity, czy także odpowiedzialność jest istotne w odniesieniu do polityków i władz centralnych, które powinny odpowiadać za to co dzieje się w Polsce i jakie mamy ustawy dotyczące tak ważnego problemu jak zdrowie Polaków.
Drugi powód, przez który pulmonologów w Polsce brakuje, to fakt, że nie jest to specjalizacja „modna”. W tym momencie panuje przede wszystkim „moda na kardiologię”. Dzięki temu mamy mnóstwo wybitnych specjalistów w tej dziedzinie i coraz więcej możliwości leczenia chorób sercowo-krążeniowych. W przypadku chorób płuc sytuacja jest jednak odwrotna. - Gdyby „modne” zaczęły być choroby płuc, możliwe byłoby wcześniejsze wykrycie raka płuc – mówi dr Anna Prokop-Staszecka. - Mamy potencjał, ale trzeba pieniędzy i przede wszystkim woli rządzących, by tę sytuację zmienić. Czy problem gruźlicy i nowotworu płuc nie są na tyle ważne, by władze go zauważyły? Bardziej zwraca się uwagę na niedobór pediatrów, czy okulistów, natomiast o pulmonologach prawie nikt nie mówi.
Na II Oddziale Chorób Płuc z Pododdziałem Chemioterapii w Krakowskim Szpitalu Specjalistycznym im. Jana Pawła II niedługo będzie brakować także pielęgniarek. Jest ich stanowczo za mało w porównaniu do liczby pacjentów, a będzie gorzej, bo reforma służby zdrowia dotknęła także szkolenia pielęgniarek. Wymuszenie na młodych pielęgniarkach konieczności ukończenia studiów wyższych, zachęciło je do wyjazdu za granicę i pracy za wyższe stawki. W Polsce pozostały jedynie starsze stażem, dobrze wykształcone, bez studiów.
- Te panie magister pielęgniarstwa, które aktualnie kończą studia ze specjalizacjami nie będą chciały pracować jak dotychczas nasze pielęgniarki – komentuje dr Anna Prokop-Staszecka. - Zaczniemy mieć rywalizacje kompetencji wśród lekarzy i pielęgniarek. Część leków dożylnych zdaniem pani magister pielęgniarstwa powinni podawać lekarze, a lekarze pytają, po co są pielęgniarki, które są bardzo wykształcone i nie będą pielęgnować chorych, jak również nie podadzą iniekcji.
Problem personelu medycznego na II Oddziale Chorób Płuc z Pododdziałem Chemioterapii w Krakowskim Szpitalu Specjalistycznym im. Jana Pawła II to doskonałe odzwierciedlenie sytuację, jaka dziś panuje w polskiej służbie zdrowia. Świetni specjaliści, ale brak młodych lekarzy i młodych pielęgniarek. A co jeśli pracujący dziś odejdą na emeryturę? Kto wtedy zajmie się pacjentami?
Niedługo będziemy mieć najstarszych specjalistów w Europie. Wybitnie wykształconych, doświadczonych, ale nie młodych. Czy jednak chcielibyśmy być leczeni, a tym bardziej operowani przez lekarza emeryta…?
Anna Maria Piątkowska
Z kolei o nowotworach płuc wspomina się stosunkowo rzadko, mimo że rak płuca jest najczęściej występującym nowotworem i umiera na niego dziesiątki osób. W Polsce w 2005 roku zarejestrowano 21 455 zgonów, w tym 16 522 u mężczyzn i 4 933 u kobiet. Współczynnik umieralności na 100 000 wynosi u mężczyzn 65,5 i u kobiet 13,4. Możliwości wyleczenia są niestety bardzo małe, ponieważ z reguły choroba jest za późno rozpoznawalna.
Słaba edukacja społeczeństwa
W Polsce ciągle jeszcze obserwujemy bardzo słabą edukację pacjentów w zakresie profilaktyki zdrowotnej i postępowania w przypadku zachorowań. Zwykle chory przychodzi do lekarza dopiero wtedy, gdy jego stan jest poważny. Tymczasem chorobę można byłoby wykryć zdecydowanie wcześniej. Społeczeństwo jest jednak nadal bardzo słabo wyedukowane. Właściwie to nie każdy wie, gdzie ma pójść, do kogo się zwrócić. Mimo że badania profilaktyczne są coraz bardziej nagłaśniane, to i tak nadal w Polsce korzysta z nich stosunkowo mały odsetek mieszkańców.
Chcąc tę niewiedzę dotyczącą zachowań prozdrowotnych nieco zniwelować, dr Anna Prokop-Staszecka, Ordynator II Oddziału Chorób Płuc z Pododdziałem Chemioterapii w Krakowskim Szpitalu Specjalistycznym im. Jana Pawła II w Krakowie rozpoczęła cykl wykładów otwartych. Tematem pierwszego z nich, który odbył się 5 października 2009 w sali Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa przy ul. Meiselsa 1, były choroby płuc. Prelegentka starała się uświadomić słuchaczom, na jak dużą skalę mamy w Polsce do czynienia z zachorowaniami na raka płuc. Zwróciła także uwagę na główne problemy dzisiejszej polskiej pulmonologii, czyli zbyt późną diagnostykę chorób płuc i brak młodych lekarzy – specjalistów pulmonologów.
Opóźniona diagnostyka
Diagnostyka chorób płuc jest w Polsce nie najlepsza. Panuje bowiem powszechne przekonanie, że zdjęcia rentgenowskie wystarczy robić raz na kilka lat, gdyż promieniowanie to jest bardzo szkodliwe. Lekarze podstawowej opieki zdrowotnej, do których w pierwszej kolejności trafia pacjent, rzadko też go na wykonanie takiego zdjęcia kierują. Każdy boi się promieniowania. Tymczasem jego dawka, zważywszy na fakt, że na co dzień otaczamy się potężnymi wiązkami promieni, jest niewielka.
- Prawie każdy nosi przecież przy sobie telefon komórkowy, ogląda telewizję, czasem nawet parę godzin dziennie, a do tego ma włączony komputer, i nikt w tych przypadkach nie przejmuje się promieniowaniem – mówi dr Anna Prokop-Staszecka. - Dlaczego natomiast wszyscy boją się tak promieni Rentgena? Jeśli u kogoś podejrzewamy zapalenie płuc, to czy nie powinniśmy mówić o konieczności zrobienia zdjęcia?
Inaczej, jeśli nie upewnimy się, co właściwie dolega pacjentowi, możemy znacznie opóźnić wykrycie zapalenia płuc, gruźlicy, a nawet i raka płuc.
Brak lekarzy specjalistów pulmonologów
W Polsce, mimo że zachorowania na choroby płuc są tak powszechne i co roku umiera na nie tysiące chorych, to nie przekłada się na ilość specjalistów pulmonologów, których z roku na rok ubywa.
Po pierwsze po reformie w służbie zdrowia jest coraz mniej młodych lekarzy specjalistów.
- Od dziewięciu lat jestem ordynatorem i mam wspaniały zespół lekarzy – mówi dr Anna Prokop-Staszecka, Ordynator II Oddziału Chorób Płuc z Pododdziałem Chemioterapii w Krakowskim Szpitalu Specjalistycznym im. Jana Pawła II. - Mamy dziewięciu specjalistów na dwóch pododdziałach (pulmonologia i chemoterapia), bardzo dobrych, wyszkolonych. Nie ma w nim „słabego ogniwa”, uzupełniają się nawzajem. Lekarze muszą umieć pracować w zespole i się uzupełniać. Cały czas muszą współpracować między sobą. Są to super specjaliści, tworzą zgrany zespół, jednak niestety średnia wieku specjalistów na moim oddziale jest dość wysoka. Nie ma wśród nich nikogo, kto miałby mniej niż 40 lat, a są tacy po 60-tce.
- Przychodzą do nas młodzi lekarze na staże i znam ich problemy – dodaje dr Anna Prokop-Staszecka. - Nie robią specjalizacji, w której chcieliby pracować resztę życia zawodowego i związku z tym dość często emigrują za granicę szukać tam możliwości. O tym czy zostaną specjalistą czy nie, w tym momencie decyduje bowiem specjalista wojewódzki i narzucona centralnie z Warszawy ilość miejsc. Taki stan rzeczy istnieje od 1996 roku. Oczywiście sprzyja to nepotyzmowi i korupcji, i prowadzi do tego, że gdy młody zdolny lekarz chce zrobić specjalizację, to wyjeżdża za granicę. W ten sposób dajemy Europie młodych wykształconych lekarzy za nasze pieniądze, a u nas coraz bardziej brakuje lekarzy specjalistów. Pytanie czy władza to tylko profity, czy także odpowiedzialność jest istotne w odniesieniu do polityków i władz centralnych, które powinny odpowiadać za to co dzieje się w Polsce i jakie mamy ustawy dotyczące tak ważnego problemu jak zdrowie Polaków.
Drugi powód, przez który pulmonologów w Polsce brakuje, to fakt, że nie jest to specjalizacja „modna”. W tym momencie panuje przede wszystkim „moda na kardiologię”. Dzięki temu mamy mnóstwo wybitnych specjalistów w tej dziedzinie i coraz więcej możliwości leczenia chorób sercowo-krążeniowych. W przypadku chorób płuc sytuacja jest jednak odwrotna. - Gdyby „modne” zaczęły być choroby płuc, możliwe byłoby wcześniejsze wykrycie raka płuc – mówi dr Anna Prokop-Staszecka. - Mamy potencjał, ale trzeba pieniędzy i przede wszystkim woli rządzących, by tę sytuację zmienić. Czy problem gruźlicy i nowotworu płuc nie są na tyle ważne, by władze go zauważyły? Bardziej zwraca się uwagę na niedobór pediatrów, czy okulistów, natomiast o pulmonologach prawie nikt nie mówi.
Na II Oddziale Chorób Płuc z Pododdziałem Chemioterapii w Krakowskim Szpitalu Specjalistycznym im. Jana Pawła II niedługo będzie brakować także pielęgniarek. Jest ich stanowczo za mało w porównaniu do liczby pacjentów, a będzie gorzej, bo reforma służby zdrowia dotknęła także szkolenia pielęgniarek. Wymuszenie na młodych pielęgniarkach konieczności ukończenia studiów wyższych, zachęciło je do wyjazdu za granicę i pracy za wyższe stawki. W Polsce pozostały jedynie starsze stażem, dobrze wykształcone, bez studiów.
- Te panie magister pielęgniarstwa, które aktualnie kończą studia ze specjalizacjami nie będą chciały pracować jak dotychczas nasze pielęgniarki – komentuje dr Anna Prokop-Staszecka. - Zaczniemy mieć rywalizacje kompetencji wśród lekarzy i pielęgniarek. Część leków dożylnych zdaniem pani magister pielęgniarstwa powinni podawać lekarze, a lekarze pytają, po co są pielęgniarki, które są bardzo wykształcone i nie będą pielęgnować chorych, jak również nie podadzą iniekcji.
Problem personelu medycznego na II Oddziale Chorób Płuc z Pododdziałem Chemioterapii w Krakowskim Szpitalu Specjalistycznym im. Jana Pawła II to doskonałe odzwierciedlenie sytuację, jaka dziś panuje w polskiej służbie zdrowia. Świetni specjaliści, ale brak młodych lekarzy i młodych pielęgniarek. A co jeśli pracujący dziś odejdą na emeryturę? Kto wtedy zajmie się pacjentami?
Niedługo będziemy mieć najstarszych specjalistów w Europie. Wybitnie wykształconych, doświadczonych, ale nie młodych. Czy jednak chcielibyśmy być leczeni, a tym bardziej operowani przez lekarza emeryta…?
Anna Maria Piątkowska



(0)

Napisz komentarz