Każdy dzień jest nowym wyzwaniem

Rozmowa z Pawłem Januszem, senseiem i Mistrzem Europy w karate tradycyjnym
Paweł Janusz trenować zaczął już w szkole podstawowej. Podkreśla, że to karate pomogło mu ukształtować silny charakter. Swoje sukcesy zawdzięcza głównie wytrwałości i ciężkiej pracy na treningach. Żadne medale, ani tytuły nie są jednak dla niego tak ważne jak rodzina.
Pierwsze treningi
Byłem niesfornym i rozbrykanym dzieciakiem, zawsze toczyłem boje z kolegami, a w domu z rodzeństwem. Mam trzech braci i siostrę. W końcu po małej bitwie ze starszym bratem, tata wziął nas za ręce i zawiózł na treningi - mnie na boks, a brata na judo
Zaczynałem od boksu. Byłem wtedy w piątej klasie szkoły podstawowej. Przez trzy lata trenowałem w klubie GTS Wisła Kraków.
Pewnego dnia brat przyniósł mi kilka adresów szkół walki. Pierwsza na liście była szkoła karate tradycyjnego.
Pamiętam, że był to już koniec listopada, a treningi trwały od września, byłem więc trochę do tyłu z umiejętnościami. W dodatku wszystkie ćwiczenia podawane były w języku japońskim i to było sporym problemem…
Wielkie wrażenie zrobił na mnie sensei Jerzy Lelito, jego dynamika i wiedza. Poza tym w karate miałem to, co lubiłem najbardziej tj. techniki nożne, podcięcia i umiejętności pracy ciała.
Spodobało mi się tam bardzo. Zacząłem więc intensywnie trenować i tak ćwiczę do dziś.
Autorytety
Mój autorytet sportowy to sensei Hidetaka Nishiyama.
Moim największym autorytetem jest Jan Paweł II. 2 kwietnia, w rocznicę jego śmierci zrobiłem sobie dzień wolny, żeby móc trochę porozmyślać.
Codzienne zajęcia
Lubię pospać. Teraz na szczęście nie muszę już bardzo wcześnie wstawać. Kiedyś przyjeżdżałem z treningu o 24:00. Do domu wracałem pociągiem 30 km, potem 2,5 km biegiem przez las, a o 3:30 musiałem już być na nogach. Pracowałem wtedy jako konwojent, żeby zarobić na opłacenie treningów. To była szkoła życia, ale w taki sposób kształtowałem swój charakter i wytrwałość.
Każdy dzień jest nowym wyzwaniem. Codziennie prowadzę zajęcia o 7:30. Najpierw jest trening, potem śniadanie. Zawsze mam dwa, trzy treningi dziennie, czasem bywa tak, że trenuję nawet po 7 godzin.
Oprócz tego, że prowadzę Akademię Karate Tradycyjnego w Niepołomicach i Krakowie, jestem też w Kadrze Polski i reprezentuję kraj na zawodach międzynarodowych.
Trzeba to wszystko pogodzić. Mam też żonę i troje dzieci. To nie tak, że karate jest dla mnie najważniejsze. Owszem, jest ważne, ale najważniejsze są dzieci. Zawsze trzeba znaleźć dla nich czas, pojechać z nimi na wycieczkę, pobawić się. Często zabieram je do swojej Akademii, gdzie mogą ze mną potrenować.
Karate może ćwiczyć każdy
Nie ma segregacji i żadnych eliminacji wstępnych na trening.
Dzieci wykonują głównie ćwiczenia ogólnorozwojowe. Poza tym uczymy je kształtować charakter, tego też oczekują od nas rodzice.
Zupełnie inaczej jest w przypadku dorosłych, świadomych swojego ciała. Ci, którym się często wydaje, że są za starzy, nagle na treningach się odnajdują. Gdy spróbują raz, to potem już regularnie przychodzą. Dużo mamy takich osób. Swoją ambicją dają oni przykład młodzieży.
Fajnie jest jak ojciec przychodzi zapisać dziecko i potem sam zaczyna ćwiczyć. Rodzina w ten sposób staje się bardziej zżyta. Ojciec z synem zaczynają mieć wspólne zainteresowania, mogą porozmawiać o treningach. Karate zwalcza patologie rodzinne. Dzieci, które przechodzą okres dojrzewania, uczą się kontrolować emocje, kształtować myśli. W tym trudnym dla nich wieku jest to bardzo potrzebne.
Ja sam dzięki karate skończyłem studia. Zawsze byłem dość leniwy. Moi bracia mieli na świadectwach szkolnych czerwone paski, ja tymczasem ciągle dostawałem uwagi. Karate tradycyjne pomogło mi jednak ukształtować silny charakter. Zawsze byłem sobą. Teraz jestem radnym w Niepołomicach. Gdy coś mi nie pasuje, to otwarcie wyrażam swoje zdanie.
Przyznaję, jestem uparty, nie zawsze też liczę się z podpowiedziami innych. Staram się ich wysłuchać, ale nie zawsze robię tak, jak mi radzą. Myślę jednak, że dzięki temu, że jestem taki uparty w Niepołomicach mogła powstać piękna i profesjonalna Akademia z dwoma salami treningowymi, w której dzisiaj trenuje prawie 700 osób. Wspólnymi siłami, razem z ćwiczącymi i rodzicami dzieci, wyremontowaliśmy budynek przekazany przez gminę.
Czy w przypadku karate łatwiej jest uczyć dzieci czy dorosłyc?
Zdecydowanie łatwiej jest uczyć dorosłych. Są bardziej świadomi swojego ciała, ale praca z dziećmi daje mnóstwo radości i satysfakcji. Jeśli jednak ktoś nie czuje pracy z dziećmi, to po jednym treningu byłby bardziej zmęczony niż po paru zajęciach z dorosłymi.
Tymczasem ja prowadzę treningi dla przedszkolaków, nawet dla 2.5-latków. W Akademii mamy grupę „Metrowców”, czyli dzieci o wzroście około 1 metra. Czasem, kiedy wyjeżdżam na zgrupowanie, to dla tych, którzy mnie zastępują, to prawdziwa próba.
Dzieciaki zauważą wszystko – to że masz nową fryzurę, że zmieniłeś kimono, czy że masz nowy pas. Na pewno uczyć łatwiej jest dorosłych, ale dzieci potrafią mnie samego wiele nauczyć i dać wiele pozytywnej energii.
Dlaczego tak bardzo zależy Panu na tym, aby młodzi ludzie trenowali karate tradycyjne?
Chodzi o to, że w sztukach walki jest olbrzymia dawka waleczności, honoru, samozaparcia. A więc tych wszystkich cech, których właśnie bez sztuki walki nie da się rozwinąć w ponadprzeciętny sposób, a które tak bardzo potrzebne są nam w codziennym życiu. W naszej współczesnej cywilizacji potrzebni są nam ludzie waleczni, ludzie honorowi i prawi. Takich potrzebujemy dzisiaj i potrzebowaliśmy przez wieki.
Obserwacje, jak nasza młodzież ćwicząca karate się rozwija, potwierdzają wspaniały wpływ praktycznego zajmowania się tą sztuką walki na niezwykle symetryczny rozwój ciała, na jego dynamikę, szybkość, gibkość, elastyczność, a także na pozytywne nastawienie psychiczne. Jeśli każdy trening staje się wyzwaniem dla ćwiczącego, pragnie wyjść z niego bardziej zadowolonym niż do tej pory, to taka postawa przenosi się na życie codzienne. Każe się człowiekowi rozwijać, nie gnuśnieć, patrzeć do przodu, patrzeć na życie w sposób dynamiczny i optymistyczny.
Największy sukces
Pewnie wiele osób myśli, że to medale zdobyte podczas Mistrzostw Polski, Europy czy Świata, ale nie… To daje satysfakcję, poczucie dobrze wykonanego zadania, tymczasem największym sukcesem jest moja rodzina, z niej jestem najbardziej dumny.
Drugim powodem do dumy są dzieci, młodzież trenująca w Akademii. To wspaniali ludzie. Widzę, jak zmieniają się przez to, że trenują, jak zyskują pewność siebie i jaki to ma na nich wpływ. Zdarza się nawet, że dzieci, które miały wiele problemów, były zamknięte w sobie, teraz, gdy ćwiczą, uśmiechają się, są wesołe i otwarte. Gdy widzę, jak rodzice płaczą ze szczęścia, obserwując swoje wspaniałe pociechy podczas pokazów lub turnieju, to jestem bardzo szczęśliwy. Takie chwile warte są poświęcenia czasu i energii.
Gdyby nie był Pan trenerem karate, to kim?
Miałem różne pomysły. Ciekawe jakby się moje życie potoczyło…
Kiedyś chciałem być kucharzem. Pracowałem nawet przez pewien czas w kuchni, obsługiwałem wesela jako kelner. Chciałem zostać kucharzem, jednak tak się złożyło, że do dziś nie umiem gotować…
Rozmawiała:
Anna Maria Piątkowska
Więcej informacji o karate tradycyjnym na stronie: www.karate.niepolomice.pl
Pierwsze treningi
Byłem niesfornym i rozbrykanym dzieciakiem, zawsze toczyłem boje z kolegami, a w domu z rodzeństwem. Mam trzech braci i siostrę. W końcu po małej bitwie ze starszym bratem, tata wziął nas za ręce i zawiózł na treningi - mnie na boks, a brata na judo
Zaczynałem od boksu. Byłem wtedy w piątej klasie szkoły podstawowej. Przez trzy lata trenowałem w klubie GTS Wisła Kraków.
Pewnego dnia brat przyniósł mi kilka adresów szkół walki. Pierwsza na liście była szkoła karate tradycyjnego.
Pamiętam, że był to już koniec listopada, a treningi trwały od września, byłem więc trochę do tyłu z umiejętnościami. W dodatku wszystkie ćwiczenia podawane były w języku japońskim i to było sporym problemem…
Wielkie wrażenie zrobił na mnie sensei Jerzy Lelito, jego dynamika i wiedza. Poza tym w karate miałem to, co lubiłem najbardziej tj. techniki nożne, podcięcia i umiejętności pracy ciała.
Spodobało mi się tam bardzo. Zacząłem więc intensywnie trenować i tak ćwiczę do dziś.
Autorytety
Mój autorytet sportowy to sensei Hidetaka Nishiyama.
Moim największym autorytetem jest Jan Paweł II. 2 kwietnia, w rocznicę jego śmierci zrobiłem sobie dzień wolny, żeby móc trochę porozmyślać.
Codzienne zajęcia
Lubię pospać. Teraz na szczęście nie muszę już bardzo wcześnie wstawać. Kiedyś przyjeżdżałem z treningu o 24:00. Do domu wracałem pociągiem 30 km, potem 2,5 km biegiem przez las, a o 3:30 musiałem już być na nogach. Pracowałem wtedy jako konwojent, żeby zarobić na opłacenie treningów. To była szkoła życia, ale w taki sposób kształtowałem swój charakter i wytrwałość.
Każdy dzień jest nowym wyzwaniem. Codziennie prowadzę zajęcia o 7:30. Najpierw jest trening, potem śniadanie. Zawsze mam dwa, trzy treningi dziennie, czasem bywa tak, że trenuję nawet po 7 godzin.
Oprócz tego, że prowadzę Akademię Karate Tradycyjnego w Niepołomicach i Krakowie, jestem też w Kadrze Polski i reprezentuję kraj na zawodach międzynarodowych.
Trzeba to wszystko pogodzić. Mam też żonę i troje dzieci. To nie tak, że karate jest dla mnie najważniejsze. Owszem, jest ważne, ale najważniejsze są dzieci. Zawsze trzeba znaleźć dla nich czas, pojechać z nimi na wycieczkę, pobawić się. Często zabieram je do swojej Akademii, gdzie mogą ze mną potrenować.
Karate może ćwiczyć każdy
Nie ma segregacji i żadnych eliminacji wstępnych na trening.
Dzieci wykonują głównie ćwiczenia ogólnorozwojowe. Poza tym uczymy je kształtować charakter, tego też oczekują od nas rodzice.
Zupełnie inaczej jest w przypadku dorosłych, świadomych swojego ciała. Ci, którym się często wydaje, że są za starzy, nagle na treningach się odnajdują. Gdy spróbują raz, to potem już regularnie przychodzą. Dużo mamy takich osób. Swoją ambicją dają oni przykład młodzieży.
Fajnie jest jak ojciec przychodzi zapisać dziecko i potem sam zaczyna ćwiczyć. Rodzina w ten sposób staje się bardziej zżyta. Ojciec z synem zaczynają mieć wspólne zainteresowania, mogą porozmawiać o treningach. Karate zwalcza patologie rodzinne. Dzieci, które przechodzą okres dojrzewania, uczą się kontrolować emocje, kształtować myśli. W tym trudnym dla nich wieku jest to bardzo potrzebne.
Ja sam dzięki karate skończyłem studia. Zawsze byłem dość leniwy. Moi bracia mieli na świadectwach szkolnych czerwone paski, ja tymczasem ciągle dostawałem uwagi. Karate tradycyjne pomogło mi jednak ukształtować silny charakter. Zawsze byłem sobą. Teraz jestem radnym w Niepołomicach. Gdy coś mi nie pasuje, to otwarcie wyrażam swoje zdanie.
Przyznaję, jestem uparty, nie zawsze też liczę się z podpowiedziami innych. Staram się ich wysłuchać, ale nie zawsze robię tak, jak mi radzą. Myślę jednak, że dzięki temu, że jestem taki uparty w Niepołomicach mogła powstać piękna i profesjonalna Akademia z dwoma salami treningowymi, w której dzisiaj trenuje prawie 700 osób. Wspólnymi siłami, razem z ćwiczącymi i rodzicami dzieci, wyremontowaliśmy budynek przekazany przez gminę.
Czy w przypadku karate łatwiej jest uczyć dzieci czy dorosłyc?
Zdecydowanie łatwiej jest uczyć dorosłych. Są bardziej świadomi swojego ciała, ale praca z dziećmi daje mnóstwo radości i satysfakcji. Jeśli jednak ktoś nie czuje pracy z dziećmi, to po jednym treningu byłby bardziej zmęczony niż po paru zajęciach z dorosłymi.
Tymczasem ja prowadzę treningi dla przedszkolaków, nawet dla 2.5-latków. W Akademii mamy grupę „Metrowców”, czyli dzieci o wzroście około 1 metra. Czasem, kiedy wyjeżdżam na zgrupowanie, to dla tych, którzy mnie zastępują, to prawdziwa próba.
Dzieciaki zauważą wszystko – to że masz nową fryzurę, że zmieniłeś kimono, czy że masz nowy pas. Na pewno uczyć łatwiej jest dorosłych, ale dzieci potrafią mnie samego wiele nauczyć i dać wiele pozytywnej energii.
Dlaczego tak bardzo zależy Panu na tym, aby młodzi ludzie trenowali karate tradycyjne?
Chodzi o to, że w sztukach walki jest olbrzymia dawka waleczności, honoru, samozaparcia. A więc tych wszystkich cech, których właśnie bez sztuki walki nie da się rozwinąć w ponadprzeciętny sposób, a które tak bardzo potrzebne są nam w codziennym życiu. W naszej współczesnej cywilizacji potrzebni są nam ludzie waleczni, ludzie honorowi i prawi. Takich potrzebujemy dzisiaj i potrzebowaliśmy przez wieki.
Obserwacje, jak nasza młodzież ćwicząca karate się rozwija, potwierdzają wspaniały wpływ praktycznego zajmowania się tą sztuką walki na niezwykle symetryczny rozwój ciała, na jego dynamikę, szybkość, gibkość, elastyczność, a także na pozytywne nastawienie psychiczne. Jeśli każdy trening staje się wyzwaniem dla ćwiczącego, pragnie wyjść z niego bardziej zadowolonym niż do tej pory, to taka postawa przenosi się na życie codzienne. Każe się człowiekowi rozwijać, nie gnuśnieć, patrzeć do przodu, patrzeć na życie w sposób dynamiczny i optymistyczny.
Największy sukces
Pewnie wiele osób myśli, że to medale zdobyte podczas Mistrzostw Polski, Europy czy Świata, ale nie… To daje satysfakcję, poczucie dobrze wykonanego zadania, tymczasem największym sukcesem jest moja rodzina, z niej jestem najbardziej dumny.
Drugim powodem do dumy są dzieci, młodzież trenująca w Akademii. To wspaniali ludzie. Widzę, jak zmieniają się przez to, że trenują, jak zyskują pewność siebie i jaki to ma na nich wpływ. Zdarza się nawet, że dzieci, które miały wiele problemów, były zamknięte w sobie, teraz, gdy ćwiczą, uśmiechają się, są wesołe i otwarte. Gdy widzę, jak rodzice płaczą ze szczęścia, obserwując swoje wspaniałe pociechy podczas pokazów lub turnieju, to jestem bardzo szczęśliwy. Takie chwile warte są poświęcenia czasu i energii.
Gdyby nie był Pan trenerem karate, to kim?
Miałem różne pomysły. Ciekawe jakby się moje życie potoczyło…
Kiedyś chciałem być kucharzem. Pracowałem nawet przez pewien czas w kuchni, obsługiwałem wesela jako kelner. Chciałem zostać kucharzem, jednak tak się złożyło, że do dziś nie umiem gotować…
Rozmawiała:
Anna Maria Piątkowska
Więcej informacji o karate tradycyjnym na stronie: www.karate.niepolomice.pl



(0)

Napisz komentarz