Jest o niebo lepiej

Marcin od pięciu lat choruje na cukrzycę.
Insulinę musiał podawać sobie penami, kłując się kilka razy na dobę. Nie miał szansy na pompę insulinową, gdyż zachorował mając, aż 13 lat, a tylko dzieci do 10 roku życia miały szansę otrzymać pompę z Fundacji Jurka Owsiaka. W 2009 r. weszła w życie ustawa, zapewniająca dzieciom do 18 roku życia leczenie za pomocą pomp. Trzy miesiące temu Marcin dostał pompę, miał dużo szczęścia, gdyż we wrześniu kończy 18 lat i przestałaby go obejmować ustawa refundacyjna. Niestety od październia będzie musiał samodzielnie pokrywać koszty wkuć, które również nie podlegają refundacji - w skali miesiąca jest to wydatek 300 zł.
Kiedy w maju znajomi zaproponowali wspólny wyjazd na wakacyjny obóz, w pierwszej chwili zareagowałem bardzo entuzjasycznie , bo kto nie marzy , by po całym roku monotonii nie wyrwać się gdzieś za miasto. Niestety szybko pojawiły się obawy i wahania. Otóż od kilku lat choruję na cukrzycę i niestety choroba bywa kłopotliwa. Zaraz pomyślałem o sytuacjach, kiedy po posiłku podaję insulinę. W domu oczywiście to nie problem, jednak w restauracji, bywa to dość niezręczne, gdy ludzie zaczynają obserwowac jak wbijam pena.
Na dodatek w ciągu dnia zdarzają się chwile, kiedy muszę dostrzyknąć insulinę, bo utrzymuje się wysoki poziom cukru.
Przez jakiś czas myślałem, jaką decyzję podjąć, wreszcie się zgodziłem na wyjazd, bo trzeba z tym żyć i nie należy unikać ludzi.
Pewnego dnia dzwoni telefon - to z poradni cukrzycowej. Poinformowano mnie, że moje starania o pompę insulinową się powiodły. Dostałem pompę. Udałem się na kilkudniowe szkolenie. Od tego czasu życie z chorobą stało się sporo łatwiejsze, o czym przekonałem się zwłaszcza na wakacjach, na które już pojechałem z nową pompą.
Najważniejsze jest to , że nie podaje już insuliny pieć razy na dzień, nie licząc dostrzykiwań, jak było to wcześniej w przypadku penów. Teraz kłuje się raz na trzy dni. Różnica kolosalna. Na dodatek nie musze myśleć, o zabraniu penów, bo pompę mam zawsze ze sobą, a nie ukrywam, że już nie raz zapomniałem pena i musiałem wracać, bo w przeciwnym wypadku nie mogłbym przecież nic zjeść.
Podoba mi się, że nie muszę się już krępować, gdy jem poza domem, ustawiam odpowiednio pompę i dawkuję insulinę. Zanim używałem pompy miewałem problemy z poziomem cukru po spożyciu posiłków zawierających sporo tłuszczy. Teraz nie mam takiego kłopotu, dzięki temu , że mogę stosować tzw. Bolus przedłużony.
W trakcie obozu zdałem sobie sprawę, że funkcjonuję lepiej, nawet nie dbając o regularność posiłków w trakcie dnia. Dużym plusem jest, iż posiłek jem , gdy mam na to ochotę, a nie dlatego , że zbliża się pora jedzenia. Oczywiście ma to swoje granice, jednak jest o niebo lepiej.
Niezwykle wygodne jest również to, że nie muszę się dodatkowo kłuć , w przypadku podwyższonego poziomu cukru w ciagu dnia, czy podczas „zjawiska brzasku”, kiedy to nad ranem poziom cukru we krwi się podnosi. Wciskam na pompie odpowiedni klawisz i programuję tak, by nie było problemu. Teraz nawet mogę dłużej pospać, gdyż wiem że pompa zadba za mnie o dostarczenie organizmowi insuliny.
Pompa sprawdza się super , gdy mam ochotę pograć w kosza, czy piłkę nożną. Wcześniej musiałem taka aktywność fizyczną sporo wcześniej planować, starając się zapewnić mojemu organizmowi odpowiedni posiłek. W chwili obecnej , mogę dużo bardziej spontanicznie reagować i nie zdarzają się tak duże spadki poziomu cukru we krwi jak to bywało, gdy podawałem insulinę penami.
Bardzo pozytywnie zaskoczyło mnie, że alarm w pompie informuje o niskim poziomie insuliny w ampułce, gdy ja nie zawsze o tym pamiętam, bo mając pompę zapominam czasem o chorobie.
Cieszę, że po czterech latach choroby, udało mi się dostać pompę insulinową. Żyje się z nią nieporównywalnie łatwiej. Ubolewam nad tym, że niestety nie każdy chory na cukrzycę ma taką możliwość jak ja.
Marcin Batko
Kiedy w maju znajomi zaproponowali wspólny wyjazd na wakacyjny obóz, w pierwszej chwili zareagowałem bardzo entuzjasycznie , bo kto nie marzy , by po całym roku monotonii nie wyrwać się gdzieś za miasto. Niestety szybko pojawiły się obawy i wahania. Otóż od kilku lat choruję na cukrzycę i niestety choroba bywa kłopotliwa. Zaraz pomyślałem o sytuacjach, kiedy po posiłku podaję insulinę. W domu oczywiście to nie problem, jednak w restauracji, bywa to dość niezręczne, gdy ludzie zaczynają obserwowac jak wbijam pena.
Na dodatek w ciągu dnia zdarzają się chwile, kiedy muszę dostrzyknąć insulinę, bo utrzymuje się wysoki poziom cukru.
Przez jakiś czas myślałem, jaką decyzję podjąć, wreszcie się zgodziłem na wyjazd, bo trzeba z tym żyć i nie należy unikać ludzi.
Pewnego dnia dzwoni telefon - to z poradni cukrzycowej. Poinformowano mnie, że moje starania o pompę insulinową się powiodły. Dostałem pompę. Udałem się na kilkudniowe szkolenie. Od tego czasu życie z chorobą stało się sporo łatwiejsze, o czym przekonałem się zwłaszcza na wakacjach, na które już pojechałem z nową pompą.
Najważniejsze jest to , że nie podaje już insuliny pieć razy na dzień, nie licząc dostrzykiwań, jak było to wcześniej w przypadku penów. Teraz kłuje się raz na trzy dni. Różnica kolosalna. Na dodatek nie musze myśleć, o zabraniu penów, bo pompę mam zawsze ze sobą, a nie ukrywam, że już nie raz zapomniałem pena i musiałem wracać, bo w przeciwnym wypadku nie mogłbym przecież nic zjeść.
Podoba mi się, że nie muszę się już krępować, gdy jem poza domem, ustawiam odpowiednio pompę i dawkuję insulinę. Zanim używałem pompy miewałem problemy z poziomem cukru po spożyciu posiłków zawierających sporo tłuszczy. Teraz nie mam takiego kłopotu, dzięki temu , że mogę stosować tzw. Bolus przedłużony.
W trakcie obozu zdałem sobie sprawę, że funkcjonuję lepiej, nawet nie dbając o regularność posiłków w trakcie dnia. Dużym plusem jest, iż posiłek jem , gdy mam na to ochotę, a nie dlatego , że zbliża się pora jedzenia. Oczywiście ma to swoje granice, jednak jest o niebo lepiej.
Niezwykle wygodne jest również to, że nie muszę się dodatkowo kłuć , w przypadku podwyższonego poziomu cukru w ciagu dnia, czy podczas „zjawiska brzasku”, kiedy to nad ranem poziom cukru we krwi się podnosi. Wciskam na pompie odpowiedni klawisz i programuję tak, by nie było problemu. Teraz nawet mogę dłużej pospać, gdyż wiem że pompa zadba za mnie o dostarczenie organizmowi insuliny.
Pompa sprawdza się super , gdy mam ochotę pograć w kosza, czy piłkę nożną. Wcześniej musiałem taka aktywność fizyczną sporo wcześniej planować, starając się zapewnić mojemu organizmowi odpowiedni posiłek. W chwili obecnej , mogę dużo bardziej spontanicznie reagować i nie zdarzają się tak duże spadki poziomu cukru we krwi jak to bywało, gdy podawałem insulinę penami.
Bardzo pozytywnie zaskoczyło mnie, że alarm w pompie informuje o niskim poziomie insuliny w ampułce, gdy ja nie zawsze o tym pamiętam, bo mając pompę zapominam czasem o chorobie.
Cieszę, że po czterech latach choroby, udało mi się dostać pompę insulinową. Żyje się z nią nieporównywalnie łatwiej. Ubolewam nad tym, że niestety nie każdy chory na cukrzycę ma taką możliwość jak ja.
Marcin Batko



(0)

Napisz komentarz