Adrenalina i dużo rozsądku

Przed domem stoją samochody ciężarowe, wśród nich słynna rajdówka i holowniki. Między nimi „Czarny Koń”.
Rozmowa z Andrzejem Świgostem, nieustraszonym kierowcą rally trackera
Dojechać tam, gdzie inni nie dadzą rady
Od czego to się zaczęło? Na początku był transport i serwis samochodów ciężarowych. Okazało się jednak, że nieraz uszkodzonej ciężarówki nie dało się naprawić na miejscu i trzeba było ją przetransportować. Były nam więc potrzebne specjalne ciężkie holowniki i platformy załadowcze. Wypadki na drogach z udziałem TIR-ów skłoniły nas do zajęcia się pomocą drogową.
Nasza firma jako jedyna w Małopolsce mogła sprostać takim zadaniom jak: przeładunek uszkodzonego towaru, postawienie TIR-a, czy wyciągnięcie go z rowu, a na koniec odholowanie na parking strzeżony i później naprawa powypadkowa. Samochód osobowy można zepchnąć z drogi, jeśli popsuł się lub został uszkodzony, natomiast w przypadku ciężarówek, już nie jest tak łatwo.
Jako jedyni w Polsce możemy dotrzeć w trudne i czasem niedostępne dla innych tereny, by usunąć skutki katastrof, typu rozbity samolot lub powódź. Samochód RALLY TRACK przez to, że ma wysokie zawieszenie, dociera na miejsce przez bagniste i podmokle tereny, i może zabrać jeszcze ekipę ratowników.
Emocje, adrenalina i błyskawiczne decyzje
Przy usuwaniu katastrof drogowych bardzo potrzebne jest doświadczenie zdobyte w rajdach samochodów ciężarowych, w których uczestniczę już od 12 lat. Tam zdarzają się bardzo ciężkie sytuacje, gdy na przykład trzeba szybko postawić przewróconą ciężarówkę i oczyścić teren, by nie stwarzać trudności innym. By pozostałe samochody mogły jechać dalej po tym odcinku. Dla przeciętnego człowieka stłuczka lub przewrócenie się samochodu to wielki szok. U nas tego nie ma. Jest adrenalina, jest power, trzeba myśleć trzeźwo, szybko i rozsądnie podejmować decyzje.
Podczas XXII MERCEDES TRUCK RALLY kolega jadący przed nami położył ciężarówkę na boku Nie było czasu na zastanawianie się. Szybko postawiliśmy jego samochód, tak że mógł jechać dalej. To trwało kilka minut, a Mirosław Wróbel, organizator Mercedes Truck Rally, podziękował za to, że to tak szybko nam poszło.
Ostatnio była też Pyromachina w Krakowie na Błoniach. Organizatorom potrzebny był samochód terenowy do wożenia komandosów, którzy podczas szybkiej jazdy mieli ostrzeliwać teren, Zamontowaliśmy ławki boczne dla komandosów i na następny dzień mogliśmy już uczestniczyć w pokazie. To było niesamowite przeżycie. Zewsząd wyskakiwały beczki z prochem, komandosi strzelali, a ja nie widziałem praktyczni nic, ale musiałem jechać szybko, by nic na nas nie spadło. Nie mogłem się wtedy bać.
Strach jest złym doradcą. W naszym przypadku nie może go być. Załoga rajdówki, czyli pilot – Krzysztof Dziedzic i ja, musimy podejmować decyzje szybkie, ale jednocześnie bardzo odpowiedzialne. Wchodząc w jakiś odcinek trasy, czasem nie widzimy nic. Ktoś inny w podobnej sytuacji by zahamował. Ryzykujemy swoim zdrowiem, a czasem nawet życiem. Na rajdzie zdarzyło nam się już dwa razy wywrócić ciężarówką. Ale co nas nie dobije, to nas wzmocni.
W 2003 roku mieliśmy wywrotkę podczas Rajdu Mercedes Truck Rally we Wrocławiu. Startowaliśmy nowym samochodem, jeszcze farba na nim była świeża. Gdy wjechaliśmy na odcinek w lesie, podczas pokonywania wzniesienia, samochód, przy dość sporej prędkości obsunął się w prawo. Przewracając się, wpadliśmy na drzewa. Była to nasza pierwsza taka wywrotka. Szybko zgasiliśmy silnik, by samochód się nie zapalił i wyszliśmy z auta. Później, dzięki pomocy kolegów z innych ciężarówek, postawiliśmy nasz pojazd na cztery koła i dalej uczestniczyliśmy w rajdzie.
Dakar – uczyć się od najlepszych
Każdy ma jakieś marzenia. Wiem, że z powodu braku sponsorów, nie mogę startować w największym rajdzie świata, jakim jest Dakar. Ale mogę jeździć jako obserwator. Od paru lat jeździmy zorganizowaną grupą, razem z żonami i jesteśmy zawsze na rozpoczęciu i podczas pierwszych dni rajdu. W tym roku nie pojechałem, ponieważ czekamy z żoną na narodziny dziecka.
Podczas jednego z rajdów naszym zawodnikom, bardzo miło zrobiło się, gdy machaliśmy polską flagą olbrzymich rozmiarów, wykonaną z kartonów. Znaleźliśmy je w hipermarkecie, porozrywaliśmy i złożyliśmy z nich flagę biało-czerwoną. Pamiętam, że podeszli do nas wtedy Francuzi i poprosili, żebyśmy też machali ich zawodnikowi, bo tak pięknie ta flaga wygląda. W zamian oni wstawali, gdy jechali nasi.
Wyjazdy na Rajd Dakar to także zdobywanie ogromnego doświadczenia i wiedzy od najlepszych. Potem mogę ją przekazać innym. Kiedyś poproszono mnie, żebym w radio opowiedział, co widziałem. Ludzie, którzy nie mieli możliwości obejrzenia rajdu, cieszyli się, że przynajmniej mogą posłuchać.
„Czarny Koń” w drodze do Częstochowy
Mój holownik przydaje się nie tylko przy ratowaniu ciężarówek z wypadków. Co roku wybieram się na Pielgrzymkę Krakowską na Jasną Górę. „Czarny Koń” jedzie ze mną. Codziennie rano musi być wtedy dokładnie wyczyszczony i wypolerowany, po prostu musi się błyszczeć. Nie wyjedzie na trasę, zanim nie będzie się świecił.
Holownik podczas pielgrzymki jedzie z naczepą, na której przewożone są bagaże pielgrzymów. Wiozę też butle z gazem i wodę, więc ludzie mają możliwość umyć się po całym dniu, a nawet ogolić.
Na postojach rozkładam tuby i włączam muzykę. Od razu robi się radośniej, ludzie nie myślą już o zmęczeniu i zaczynamy wtedy na przykład grać w piłkę.
Dzielić się doświadczeniem
Dlaczego to robię? Dlaczego biorę udział w rajdach? Te wyjazdy wymagają wielu przygotowań i czasu. Robię to jednak po to, by podzielić się z ludźmi swoją pasją. Zdobywam wiedzę i doświadczenie, które potem przekazuje innym. Chcę, by ludzie wiedzieli, że istnieją takie samochody, które potrafią dojechać w niedostępne dla innych miejsca, i że jest człowiek, który podejmie się tych ryzykownych i odpowiedzialnych zadań. Rajdy to nie są imprezy dochodowe, starty w nich żadnych dochodów mi nie przynoszą. Dzięki nim jednak mogę hartować i szlifować swój charakter, i organizm. Na przykład gdy jesteśmy na pustyni. Jest godzina 3:00 rano, jest bardzo zimno. Niespodziewanie psuje nam się samochód. Wiemy, że go musimy naprawić, żeby dotrzeć do celu. Tym doświadczeniem dzielę się potem z innymi.
Kiedy widzę, jak pod nasz dom podjeżdża samochód i wychodzi ojciec z dzieckiem, któremu oczy się świecą na widok rally trucka, wiem, że muszę znaleźć czas, żeby o swojej pasji opowiedzieć. Ojciec nie może odmówić synkowi, który koniecznie chce zobaczyć na żywo znaną z rajdów ciężarówkę, więc ja też nie mogę odmówić.
Rozmawiała:
Anna Maria Piątkowska
Dojechać tam, gdzie inni nie dadzą rady
Od czego to się zaczęło? Na początku był transport i serwis samochodów ciężarowych. Okazało się jednak, że nieraz uszkodzonej ciężarówki nie dało się naprawić na miejscu i trzeba było ją przetransportować. Były nam więc potrzebne specjalne ciężkie holowniki i platformy załadowcze. Wypadki na drogach z udziałem TIR-ów skłoniły nas do zajęcia się pomocą drogową.
Nasza firma jako jedyna w Małopolsce mogła sprostać takim zadaniom jak: przeładunek uszkodzonego towaru, postawienie TIR-a, czy wyciągnięcie go z rowu, a na koniec odholowanie na parking strzeżony i później naprawa powypadkowa. Samochód osobowy można zepchnąć z drogi, jeśli popsuł się lub został uszkodzony, natomiast w przypadku ciężarówek, już nie jest tak łatwo.
Jako jedyni w Polsce możemy dotrzeć w trudne i czasem niedostępne dla innych tereny, by usunąć skutki katastrof, typu rozbity samolot lub powódź. Samochód RALLY TRACK przez to, że ma wysokie zawieszenie, dociera na miejsce przez bagniste i podmokle tereny, i może zabrać jeszcze ekipę ratowników.
Emocje, adrenalina i błyskawiczne decyzjePrzy usuwaniu katastrof drogowych bardzo potrzebne jest doświadczenie zdobyte w rajdach samochodów ciężarowych, w których uczestniczę już od 12 lat. Tam zdarzają się bardzo ciężkie sytuacje, gdy na przykład trzeba szybko postawić przewróconą ciężarówkę i oczyścić teren, by nie stwarzać trudności innym. By pozostałe samochody mogły jechać dalej po tym odcinku. Dla przeciętnego człowieka stłuczka lub przewrócenie się samochodu to wielki szok. U nas tego nie ma. Jest adrenalina, jest power, trzeba myśleć trzeźwo, szybko i rozsądnie podejmować decyzje.
Podczas XXII MERCEDES TRUCK RALLY kolega jadący przed nami położył ciężarówkę na boku Nie było czasu na zastanawianie się. Szybko postawiliśmy jego samochód, tak że mógł jechać dalej. To trwało kilka minut, a Mirosław Wróbel, organizator Mercedes Truck Rally, podziękował za to, że to tak szybko nam poszło.
Ostatnio była też Pyromachina w Krakowie na Błoniach. Organizatorom potrzebny był samochód terenowy do wożenia komandosów, którzy podczas szybkiej jazdy mieli ostrzeliwać teren, Zamontowaliśmy ławki boczne dla komandosów i na następny dzień mogliśmy już uczestniczyć w pokazie. To było niesamowite przeżycie. Zewsząd wyskakiwały beczki z prochem, komandosi strzelali, a ja nie widziałem praktyczni nic, ale musiałem jechać szybko, by nic na nas nie spadło. Nie mogłem się wtedy bać.
Strach jest złym doradcą. W naszym przypadku nie może go być. Załoga rajdówki, czyli pilot – Krzysztof Dziedzic i ja, musimy podejmować decyzje szybkie, ale jednocześnie bardzo odpowiedzialne. Wchodząc w jakiś odcinek trasy, czasem nie widzimy nic. Ktoś inny w podobnej sytuacji by zahamował. Ryzykujemy swoim zdrowiem, a czasem nawet życiem. Na rajdzie zdarzyło nam się już dwa razy wywrócić ciężarówką. Ale co nas nie dobije, to nas wzmocni.
W 2003 roku mieliśmy wywrotkę podczas Rajdu Mercedes Truck Rally we Wrocławiu. Startowaliśmy nowym samochodem, jeszcze farba na nim była świeża. Gdy wjechaliśmy na odcinek w lesie, podczas pokonywania wzniesienia, samochód, przy dość sporej prędkości obsunął się w prawo. Przewracając się, wpadliśmy na drzewa. Była to nasza pierwsza taka wywrotka. Szybko zgasiliśmy silnik, by samochód się nie zapalił i wyszliśmy z auta. Później, dzięki pomocy kolegów z innych ciężarówek, postawiliśmy nasz pojazd na cztery koła i dalej uczestniczyliśmy w rajdzie.
Dakar – uczyć się od najlepszych
Każdy ma jakieś marzenia. Wiem, że z powodu braku sponsorów, nie mogę startować w największym rajdzie świata, jakim jest Dakar. Ale mogę jeździć jako obserwator. Od paru lat jeździmy zorganizowaną grupą, razem z żonami i jesteśmy zawsze na rozpoczęciu i podczas pierwszych dni rajdu. W tym roku nie pojechałem, ponieważ czekamy z żoną na narodziny dziecka.
Podczas jednego z rajdów naszym zawodnikom, bardzo miło zrobiło się, gdy machaliśmy polską flagą olbrzymich rozmiarów, wykonaną z kartonów. Znaleźliśmy je w hipermarkecie, porozrywaliśmy i złożyliśmy z nich flagę biało-czerwoną. Pamiętam, że podeszli do nas wtedy Francuzi i poprosili, żebyśmy też machali ich zawodnikowi, bo tak pięknie ta flaga wygląda. W zamian oni wstawali, gdy jechali nasi.
Wyjazdy na Rajd Dakar to także zdobywanie ogromnego doświadczenia i wiedzy od najlepszych. Potem mogę ją przekazać innym. Kiedyś poproszono mnie, żebym w radio opowiedział, co widziałem. Ludzie, którzy nie mieli możliwości obejrzenia rajdu, cieszyli się, że przynajmniej mogą posłuchać.
„Czarny Koń” w drodze do CzęstochowyMój holownik przydaje się nie tylko przy ratowaniu ciężarówek z wypadków. Co roku wybieram się na Pielgrzymkę Krakowską na Jasną Górę. „Czarny Koń” jedzie ze mną. Codziennie rano musi być wtedy dokładnie wyczyszczony i wypolerowany, po prostu musi się błyszczeć. Nie wyjedzie na trasę, zanim nie będzie się świecił.
Holownik podczas pielgrzymki jedzie z naczepą, na której przewożone są bagaże pielgrzymów. Wiozę też butle z gazem i wodę, więc ludzie mają możliwość umyć się po całym dniu, a nawet ogolić.
Na postojach rozkładam tuby i włączam muzykę. Od razu robi się radośniej, ludzie nie myślą już o zmęczeniu i zaczynamy wtedy na przykład grać w piłkę.
Dzielić się doświadczeniem
Dlaczego to robię? Dlaczego biorę udział w rajdach? Te wyjazdy wymagają wielu przygotowań i czasu. Robię to jednak po to, by podzielić się z ludźmi swoją pasją. Zdobywam wiedzę i doświadczenie, które potem przekazuje innym. Chcę, by ludzie wiedzieli, że istnieją takie samochody, które potrafią dojechać w niedostępne dla innych miejsca, i że jest człowiek, który podejmie się tych ryzykownych i odpowiedzialnych zadań. Rajdy to nie są imprezy dochodowe, starty w nich żadnych dochodów mi nie przynoszą. Dzięki nim jednak mogę hartować i szlifować swój charakter, i organizm. Na przykład gdy jesteśmy na pustyni. Jest godzina 3:00 rano, jest bardzo zimno. Niespodziewanie psuje nam się samochód. Wiemy, że go musimy naprawić, żeby dotrzeć do celu. Tym doświadczeniem dzielę się potem z innymi.
Kiedy widzę, jak pod nasz dom podjeżdża samochód i wychodzi ojciec z dzieckiem, któremu oczy się świecą na widok rally trucka, wiem, że muszę znaleźć czas, żeby o swojej pasji opowiedzieć. Ojciec nie może odmówić synkowi, który koniecznie chce zobaczyć na żywo znaną z rajdów ciężarówkę, więc ja też nie mogę odmówić.
Rozmawiała:
Anna Maria Piątkowska



(0)

Napisz komentarz